[ Produkty: ... ]

Przedmowa do książki Ernsta Friedricha - Wojna Wojnie (Krieg dem Kriege)

 

Przedmowa

*

Ernst Friedrich


Ur. 1894 w Breslau (ówcześnie Niemcy), zm. w 1967 Le Perreux-sur- Marne (Francja).


Niemiecki pacyfista, anarchista. Autor książek i albumów, pisarz, wydawca, redaktor. Założyciel i kustosz Muzeum Antywojennego (Anti-Kriegs-Museum) w Berlinie, pionierskiej placówki, w której zgromadzono przedmioty i dokumenty będące świadectwem koszmaru I wojny światowej. Placówka spełniała funkcję ważnej świetlicy ówczesnej krytyki politycznej. Anti-Kriegs-Museum było miejscem spotkań niemiec­kiej lewicy, komunistów, marksistów, socjalistów i przedstawicieli innych środowisk. Oprócz wykładów i dyskusji tematycznych organizowano spotkania, odczyty, wystawy i pogadanki edukacyjne dla dzieci.


Friedrich od młodości związany ze środowiskiem socjalistów i ruchów an­tymilitarystycznych (członek Ruchu Anarchosyndykalistycznej Młodzieży Niemiec; w 1916 roku dołączył do ruchu antymilitarno-rewolucyjnej młodzieży w Breslau). Podczas podróży po Danii, Szwecji, Norwegii, Francji i Szwajcarii zetknął się z myślą anarcho-pacyfistyczną. Środowiskowe prądy intelektualne zaprowadziły Friedricha w kierunku studiowania tekstów rosyjskich pisarzy. Związany z niemieckimi intelektu­alistami i teoretykami ruchów anarcho-pacyfistycznych (Erich Mühsam, Henry Jacoby). Wykształcony aktorsko wielokrotnie występował jako mówca, główny bohater wieców i protestów. Oskarżony o próbę sabotażu został osadzony w więzieniu i nie walczył na froncie I wojny.


Współpracował również z Różą Luksemburg i Karlem Liebnechtem. Śladów silnych związków ideowych można doszukiwać się w redagowanym i wydawanym przez Friedricha pacyfistycznym czasopiśmie Die Schwarze Fahne (Czarny sztandar) – skupionym na opisywaniu historii ruchów lewicowych, socjalistycznych, anarchi­stycznych (Powstanie Spartakusa, morderstwo Róży Luksemburg i Karla Liebknechta, egzekucja Sacca i Vanzettiego). Na łamach Die Schwarze Fahne podejmowano tematy kontrowersyjne, odważne obyczajowo i politycznie.


Muzeum w Berlinie, którym kierował, zostało zniszczone przez na­zistów w 1933 r. Friedrichowi udało się uchronić cenne materiały archiwalne i druki. Pod coraz silniejszą presją nowych władz musiał uciekać z Niemiec. Przed ucieczką wielokrotnie aresztowany (za spiskowanie i podżeganie do walk klasowych), umieszczony w szpitalu i poddany nadzorowi policyjnemu. Utracił wszystkie dobra pry­watne i został pozbawiony jakichkolwiek środków do życia. W obliczu zbliżającego się procesu sądowego zdecydował się na ucieczkę wraz z rodziną. Trafił do Brukseli, gdzie otworzył drugą siedzibę Muzeum Antywojennego, która niebawem została zniszczona wskutek działań wojennych. Tropiony przez Gestapo musiał uciekać do Francji.


W czasie II wojny światowej brał udział w walkach na Froncie Zachodnim (Francja). Po wojnie osiadł we Francji. Był członkiem Francuskiej Partii Socjalistycznej. W ramach zadośćuczynienia i odszkodowania otrzymał po wojnie od rządu francuskie­go niewielki obszar ziemi. W Le Perreux-sur-Marne otworzył trzecią placówkę, miejsce zrzeszeń młodzieży pracującej zwane Arką Noego.


Niespełna piętnaście lat po śmierci Friedricha Muzeum Antywojenne w Berlinie reaktywowano (w 1982 r) i działa ono do dziś. Opiekunem zbiorów jest wnuk Ernsta Friedricha Tommy Spree.


Najważniejsze publikacje (chronologicznie):


Proletarischer Kindergarten (Proletariackie przedszkole), 1921


Krieg dem Kriege (Wojna wojnie), 1924


Die Schwarze Fahne (Czarny sztandar), 1925 -19281 (redaktor pisma)


* *

Krieg dem Kriege (Wojna wojnie albo Wojna przeciwko wojnie) pacyfistyczny album autorstwa Ernsta Friedricha, z 1924 roku (I wydanie, Wydawnictwo Freie Jugend, 1924, Berlin) – poświęcony wydarzeniom I wojny światowej. Publikacja w oryginalnym kształcie liczy 248 stron (w tym ok. 200 fotografii, ilustracji i plansz z tekstem), jest również opatrzona autorskim komentarzem Friedricha – formą manifestu. Wszystkie teksty znajdujące się w książce zapisane są w czterech językach: angielskim, francuskim, holenderskim, niemieckim. Książka wielokrotnie wznawiana, doczekała się tłumaczeń w niemalże 50 językach, w Polsce nigdy nie została wydana.


W setną rocznicę I wojny światowej, u progu setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, 93 lata od publikacji pierwszego wydania Wojny wojnie, książka trafia do rąk polskich czytelników. Dzięki wspólnym wysiłkom osób uczestniczących w pracach nad polskim wydaniem Wojny wojnie, a przede wszystkim dzięki wsparciu i entuzjazmo­wi wnuka Ernsta Friedricha, Pana Tommy’ego Spree, książka może zostać opublikowana w Polsce po raz pierwszy (w historycznym kształcie I wydania z 1924 roku).


Jedyną poważną zmianą dokonaną w tekście jest dodanie języka polskiego jako piątego, towarzyszącego czterem językom oryginału. Frazy zapisane w czterech językach różnią się od siebie nieznacznie (nosząc ślady autorskiego stylu tłumaczy pracujących z tekstem niemalże sto lat temu; pełne są również odniesień zrozumiałych w określonym dla danego języka kręgu kultury literackiej), dlatego też polskie tłumaczenie stawia na wypośrodkowanie treści i ułatwienie zrozumienia ich polskiemu odbiorcy.


Część właściwa publikacji, a więc Wojna wojnie, poprzedzona jest krótkim wprowadzeniem, w którym staram się naświetlić główne punkty problemowe książki, a zwieńczona posłowiem autorstwa Andrzeja Grzybowskiego i Macieja Łagodzińskiego. Ma to umożliwić odbiorcy odnalezienie książki w kontekście zarówno historycznym, jak i również skonfrontowanie jej treści z problemami współczesnymi.


Niewątpliwie ani bagaż odniesień, ani odczytanie miejsca niniejszej publikacji w świetle historii i ideologii XX wieku nie zostały w pełni wyczerpane, bowiem Wojna wojnie w niezwykle szerokim stopniu wpisuje się w gęstą sieć kontekstów literackich i ideowych okresu, jak i również współczesnej teorii kultury wizualnej. Pierwsze pol­skie wydanie pozwala na przywrócenie ważnego miejsca Wojny wojnie w świadomości publicznej, oraz inicjuje dyskusję o roli niniejszej publikacji jako żywego i użytecznego dokumentu o uniwersalnym wydźwięku; który być może będzie przypominany przez kolejne pokolenia, jako świadectwo i przestroga. Tekst nie stracił na aktualności, a re­cepcja myśli Ernsta Friedricha jest nadal możliwa.


* * *


Materiał stanowiący zawartość albumu pochodzi z archiwów medycznych, i prasowych, był również ofiarowany przez świadków wydarzeń. Duża część zdjęć opu­blikowana została nielegalnie (tzn. wbrew działaniom władz) – obłożone cenzurą miały nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Na kartach książki oglądamy dziesiątki niewielkich zdjęć i grafik przedstawiających realia I wojny światowej. Zawartość albumu ukazuje więc, można powiedzieć, zatomizowany, punktowy, obraz wojny. Wyrafinowana gra propagandy wojennej (czy też militarnej) jest przez Friedricha rozsadzona i osłabio­na poprzez radykalny nadmiar obrazów połączonych w grupy tematyczne. W natłoku pełnych brutalności sekwencji fotograficznych „uroda” śmierci wojennej ginie i zostaje ostatecznie pozbawiona jakiejkolwiek legendarnej – a zatem uwodzicielskiej – mocy. Obsesja dokumentatorska autora, wyrażona jest przez skumulowanie kilkuset porażają­cych fotografii (umożliwiających niemalże namacalny kontakt z ranami) oraz dokładny zapis obrażeń i strat. Przypomnienie o najgorszych popędach i praktykach, skrupulatne i pozbawione finezyjnych ozdobników.


Wojna wojnie nie tylko ukazuje wojnę, czyli wydarzenia z frontu takie jakimi są. Zmusza przede wszystkim do tego, by zrozumieć wojnę jako dramat słabych, pominię­tych, ukrytych i bezimiennych. Przywraca nieobecnym głos poprzez przypomnienie o ich istnieniu. Decyzja o ,,przepisaniu” pamięci rozgrywa się już na etapie selekcji fotografii – m.in. na płaszczyźnie przełamania tabu przedstawienia oszpeconych ciał – z uwzględnieniem tych ran bojowych, które uznawano za wstydliwe, a więc skazu­jące na życie w ukryciu. W znakomitym rozdziale Twarze wojny (i najbardziej znanym fragmencie książki2) autor umieszcza i opisuje skrupulatnie 24 wizerunki mężczyzn, ofiar z potwornymi ranami twarzy.3


Wydobywa ofiary z ukrycia, przywracając im istnienie udziela głosu. Moż­na powiedzieć, że dokonuje symbolicznego zwrócenia godności i podmiotowości; przywrócenia wykluczonych ofiar społeczeństwu, stawiając obraz zniekształconych twarzy, ziejących bezzębnymi otworami, w opozycji do wyidealizowanej poetyckiej wizji samotnego bohatera opuszczającego „Pole Chwały”.


Należy zauważyć, że na kartach niniejszej publikacji do „radykalnego przywrócenia” poprzez relację fotograficzną, będzie dochodzić wielokrotnie – od obecności kobiet na polu bitwy począwszy, przez rzeź Ormian, eksterminację ludności wiejskiej, bombardowania


W swoim manifeście Friedrich dokonuje ostatecznego odwrócenia wektora siły słabości – słabym jest ten, kto pozwala się uwieść pieśni o chwale zwycięstwa. Prawdzi­wym zwycięstwem jest umiejętność powściągnięcia agresji, radykalny sprzeciw.6


Friedrich stawia notorycznie pytanie o to, dlaczego tak chętnie powiela się schemat przedstawienia heroicznego bohatera – z atrybutem władzy w ręku (władzy zadawania śmierci), a więc z bronią, i dlaczego w ogóle ta sylwetka jest możliwa w zbiorowej świadomości i nie została przez nią wypchnięta. Stąd też oś konstruk­cyjna książki, ukazująca konsekwencje przyzwolenia na militarne fantazje – od ilu­stracji ołowianych żołnierzyków i zabawek dziecięcych, aż do zwieńczenia w postaci fotografii cmentarzy wojennych. Jakikolwiek przejaw obecności „militariów” jawi się jako infekowanie ogniska domowego zdradziecką ideologią, zapraszanie śmierci w swoje progi. Wojna rodzi się pod strzechą.7)


Manifest pacyfistyczny otwierający wydaną w 1924 roku Wojnę wojnie stanowi bezpośrednie nawiązanie do tekstu Piotra Kropotkina Do młodzieży.8 W nieco wcze­śniejszym, a poniekąd bardziej radykalnym programowo, tekście (tj. w Proletariackim przedszkolu9, zbiorze czytanek, śpiewanek, tekstów poetyckich, fragmentów literatury dedykowanych dzieciom) Friedrich przepisuje tekst Kropotkina w całości, traktując go jako klamrę domykającą wywód o podstawach socjalizmu, wspólnej pracy w duchu po­rozumienia i odnowie moralnej ludzi. W 1924 r. parafrazuje myśl Kropotkina i w formie płomiennego manifestu dokonuje otwarcia jednego z najbardziej radykalnych i bez­kompromisowych dokumentów fotograficznych w historii.


W przepisaniu Do młodzieży znamiennym jest zapożyczenie obrazu charakteru każdej wojny jako opartej na starciu między klasami (opresyjne metody władzy, wojna jako intryga kapitalistów, sposób sterowania masami itd.), oraz konieczność napiętno­wania winnych – kapitalistów, władców, a w końcu i również kapłanów. Zapożyczenie to ostatecznie stanowi środek wiodący do najważniejszej podstawy programu ideowego Friedricha (górującego nad wszelkimi innymi spostrzeżeniami): obrazu „ponadklasowej” wojny o pokój.10 Wojna wypowiedziana wojnie wyraża się jako wiara w możliwości jed­nostki, autonomicznej, wyzwolonej, świadomej i stanowiącej samodzielnie o swoim losie – dążącej do zniesienia jakichkolwiek podziałów klasowych, etnicznych, politycznych etc. (We wcześniejszych swoich tekstach Friedrich podkreślał rolę etosu pracy. Tutaj jednak postulat „budowania i wskazywania nowych dróg”11 zostaje wytłumiony na rzecz postulatu budowania krytycznej świadomości mas, by będąc „uzbrojonym w broń wiedzy i ostry miecz umysłu”12 skutecznie przeciwdziałać wojnie.)


W demaskatorskim tonie zostaje ujawniony fakt, że wojna opiera się na kłamstwie i mistyfikacji. Światło prawdy ujawnia szczegóły, które powinny po­zwolić społeczeństwom na radykalny opór wobec decydentów i bunt wobec po­rządków ustalanych, przez przedstawicieli gabinetów politycznych, ponad głowa­mi obywateli posyłanych na rzeź. Friedrich stawia kolejne pokolenia odbiorców książki, w roli świadków wielkiej wojny. (Przypomnijmy: pierwszej nowoczesnej i stechnicyzowanej na niespotykaną skalę.) W roli świadków, którzy nie mogą po­zostać biernymi. Agresja wojenna powinna zostać trwale wyrugowana z otoczenia. I nigdy więcej nie powinno być przyzwolenia na zryw istnień ludzkich przeciw sobie. By jednak spełnić wszystkie postulaty, które pozwolą na utrzymanie ładu społecznego, powinno dojść do ostatecznego rozwiązania wszystkich kwestii (mówiąc najdelikatniej) klasowych. Założenie Friedricha, o zniesieniu klas, przesunięte w kierunku utopijne­go obrazu pojednania, wsparte jest postulatem kultury zdemilitaryzowanej. Tak, by ludzkość myśląc o wspólnej sprawie przestała celebrować symbolikę militarną, oraz by zaniechano przyzwolenia na przejścia parad wojskowych przez centralne place i ulice. Paradny przemarsz wojsk powinien być tożsamy z pochodem morderców.13


Co ważne, już w 1924 roku, Friedrich pisze o wszelkich traktatach pokojo­wych, jako niepełnych, fasadowych. Wskazuje, że pomimo – usilnych, ale też niejedno­krotnie pozornych – wysiłków międzynarodowych, trwają już przygotowania do wojny jeszcze większej i jeszcze sprawniej przeprowadzonej, niż ta, która miała miejsce.14


Friedrich, podobnie jak wielu współczesnych mu autorów15, opisuje pokolenie stracone, doświadczające momentu upadku cywilizacji i załamania się jej podstawo­wych wartości.


Jego zdaniem, w obliczu beznadziei swego położenia, pokolenie weteranów wojny powinno doprowadzić do ostatniego (i ostatecznego) zrywu. Siła wyzwolona przez wojnę wymaga radykalnego oporu. Wyjściem nie może być ucieczka, ani bierność – odwrócenie oczu.16 Tytuł książki jest postulatem, hasłem, odezwą, by (co dość kon­trowersyjne) agresji wojennej przeciwstawić inną agresję.17 Ostatni bunt i ostateczny opór musi być wojną wypowiedzianą wojnie.18


* * *


Na wschód od Niemiec pamięć I wojny ulega przekształceniu. Nie będzie zapewne nadzwyczajnie kontrowersyjnym ani odkrywczym, stwierdzenie, że w rze­czywistości świeżo odzyskanej niepodległości, w państwie postawionym w stan ciągłej gotowości bojowej – w narodzie „młodym”19, ustalającym charakter swojej państwowo­ści – przyjęcie myśli pacyfistycznej nie splatało się szczególnie swobodnie z dominującą narracją, tendencjami i interesem politycznym II Rzeczpospolitej. U podstaw tej róż­nicy mógł leżeć odmienny charakter zaangażowania obywateli Rzeczpospolitej w teatr wielkiej wojny (zaangażowanie po różnych stronach konfliktu, pod zaborami) – a co za tym idzie różne sposoby postrzegania I wojny przez obywateli państwa pozlepianego z ziem pozaborowych.20 Mimo że echa kontaktów ze środowiskiem niemieckim, a co za tym idzie, przenikania m.in. programów anarcho-pacyfistycznych do świadomości społecznej obywateli II RP, możemy zauważyć chociażby na łamach prasy okresu dwudziestolecia międzywojennego, to jednak Wojna wojnie nie zapisała się na kartach historii jako książka przełomowa dla odbiorców w Polsce.


Niewątpliwie początkowa różnica napięć, różna optyka zdarzeń (i późniejszy bieg historii), przesądziły o tym, że w konsekwencji Wojna wojnie nie zaistniała w szerszej dyskusji. Przez następne dziesięciolecia pozostała pozycją niszową, by współcześnie być tytułem znanym wąskiemu gronu specjalistów – omawianym fragmentarycznie przez badaczy kultury wizualnej, historyków wielkiej wojny, teoretyków; traktowanym raczej jako interesujący kontekst w dyskusji o kulturze wizualnej, somaestetyce, aniżeli jako świadectwo, dokument o mocy rewolucyjnej – którym bez wątpienia jest.


Zuzanna Sękowska

autorka tłumaczenia i koncepcji graficznej polskiego wydania Wojny wojnie






1 Informacje na podstawie: Tommy Spree, Ich kenne keine Feinde, der Pazifist - Ernst Friedrich - Ein Lebensbild, Antikriegs Museum, Berlin, 2013.

2 Bardzo obszerny fragment tekstu poświęca Twarzom wojny Susan Sontag w Widoku cudzego cierpienia. zob. Susan Sontag, Widok cudzego cierpienia, Karakter, Kraków, 2010; str. 143-144.

3 Les Gueules Cassées ( Obite twarze lub Strzaskane twarze) jest określenie stosowane jako nazwa cyklu fotografii przedstawiających pogruchotane twarze ofiar I wojny światowej (pierwotnie stosowano je do opisania wszystkich ran, które odcisnęły się piętnem na cywilach. Mowa tu więc o ranach twarzy i głowy, ale również o trwałym uszkodzeniu ciała, czy też zespołach szoku pourazowego i wywołanych nim neurozach) Można mówić wręcz o wyszczególnieniu konkretnego nurtu dokumentacji medycznej, poświęconej tylko i wyłącznie uwiecznieniu ran powstałych wskutek użycia m.in. broni chemicznej, oraz pokazaniu procesu rekonwalescencji. Motyw pogruchotanej twarzy pojawiał się w twórczości powojennej malarzy, grafików, czy reżyserów, jako symbol destrukcji osobowości, wymazania tożsamości i odebrania podmiotowości poszkodo­wanym cywilom.

4 zob. Francisco Goya – Desastres de la guerra (Okropności wojny). Cykl 82 grafik.

5 „Prawdziwy i obiektywny obraz wojny”, Ernst Friedrich, Wojna wojnie, Oficyna Wydawnicza Bractwa Trojka, 2017 str. 25.

6 „Prawdziwe bohaterstwo nie leży w morderstwie, Leży w odmowie popełnienia morderstwa.”, Ernst Friedrich, Wojna wojnie, op.cit., s. 30.

7 W przeważającej części tekstów Ernsta Friedricha silnie akcentowana jest figura matki. W świe­cie zdominowanym przez rywalizujących mężczyzn, kobieta (jako ta, która daje życie) jest opiekunką rozsąd­ku. Jeden z plakatów, chętnie reprodukowany przez autora i eksponowany w Anti-Kriegs-Museum w Berlinie, przedstawia matkę bawiącą się z dzieckiem. Delikatnym ruchem dłoni matka odsuwa od dziecka drewniany miecz i chroni je przed dostępem do zabawek, które (jak w jednym z tekstów pisze Ernst Friedrich) „są sym­bolami śmierci”. „Najpierw zabawa, a później prawdziwe piekło.” głosi napis na plakacie. Zabawa przeradza się w tragedię.

8 Piotr Kropotkin, Do młodzieży, Spółdzielnia Wydawnicza Młodzieży Zew, Warszawa, 1930.

9 Ernst Friedrich, Proletarischer Kindergarten, Freie Jugend Verlag, Berlin, 1921.

10 Co brzmi poniekąd jak oksymoron.

11 Motyw budowania i poszukiwania nowych rozwiązań, pracy na rzecz pokoju na świecie szczegól­nie wyraźny jest w Proletariackim przedszkolu (Proletarischer Kindergarten).

12 Ernst Friedrich, Wojna wojnie, op.cit., s. 27.

13 W tekście manifestu otwierającego Wojnę wojnie wielokrotnie podkreślany jest fakt braku różnicy między żołnierzem a płatnym mordercą. Co oczywiście znów odsyła nas do wyobrażenia wojny, jako roz­grywki sterowanej przez burżuazję i Kapitał. A więc morderca-żołnierz jest wytworem „walki klas”.

14 Zob. fotografia przedstawiająca młodych mężczyzn podczas ćwiczeń strzeleckich, tuż po zakończe­niu I wojny światowej. Ernst Friedrich, Wojna wojnie, op.cit., s. 222.

15 Jak Erich Maria Remarque (Na zachodzie bez zmian), czy Wilfred Owen (Anthem for Doomed Youth).

16 Nawet jeśli wśród burżuazji znajdują się „pacyfiści”, ich działalność polega na wycofaniu się, bier­nym przyzwoleniu na dramatyczny obrót spraw, na prowadzeniu cichego życia, ,,pobożnym wznoszeniu oczu w górę” i staniu na uboczu. To nie jest pacyfizm, powiada Friedrich. Tylko radykalny sprzeciw, wyłamanie się spod władzy Kapitału, jest szansą na zmianę rzeczywistości i naprawę błędów przeszłości.

17 Dziękuję Ewie Toniak za zwrócenie uwagi na wątek przyzwolenia na przeciwstawianie agresji wo­jennej innej agresji. Ma on bowiem wartość rozstrzygającą, dla poprawnego odczytania również pozostałych tekstów E.Friedricha.

18 Zwróćmy uwagę na podobieństwo tekstu Friedricha do Do młodzieży Piotra Kropotkina. W ostat­nich wersach swojego płomiennego tekstu Kropotkin zagrzewa do walki: „Powstań, powstań przeciwko niewoli ekonomicznej, temu źródłu wszelkiej niedoli!”(…) Cierpiący i uciśnieni, jesteśmy groźną siłą, oceanem zdol­nym wszystko zatopić. Wystarczy, abyśmy chcieli, a w jednej chwili wywalczymy i szczęście całej ludzkości.”, Piotr Kropotkin, op.cit., s. 27.

19 „Młody, formujący dopiero swój charakter naród.” – mówił o Polsce, która niedawno odzyskała niepodległość, Roman Dmowski.

20 System edukacyjny okresu dwudziestolecia międzywojennego „przenosił” kolejne wcielenia legendy walki zaborowej, postaw narodowowyzwoleńczych, kultu bohaterów 1863, mitu założycielskiego Bitwy Warszawskiej, legendy Legionów Polskich, i in. (Szczególnie popularnym w okresie dwudziestolecia międzywojennego był wiersz Artura Oppmana Abecadło wolnych dzieci, zawierający frazy ,,Gdy ojczyzna z łaski nieba/ ma żołnierza swego/Armię naszą kochać trzeba/ Z serduszka całego.”)A więc edukacja szkolna, oficjalna narracja i działania propagandy ukierunkowane były na kultywowanie heroicznej pamięci i umacnia­nie w narodzie ducha waleczności i bohaterstwa.

Posłowie do książki Ernsta Friedricha - Wojna Wojnie (Krieg dem Kriege)

 

Dzisiejszemu czytelnikowi czy czytelniczce łatwo jest podejść do niniejszego albumu jako historycznej ciekawostki — wstrząsającej pamiątki z zamierzchłych, brutalnych czasów. Wygodnie jest wierzyć, że w naszym współczesnym, „pokojowym” i przewidywalnym świecie instytucje wojny i przemocy w pełni i skutecznie uczyniono zjawiskiem peryferyjnym. Ostatnich siedemdziesiąt lat przyzwyczaiło nas — obywateli świata zachodu — do względnego pokoju.


Czasy wojny nie dobiegły jednak końca wraz ze zwycięstwem Aliantów — konflik­ty zbrojne w niezmienionej formie trwają do dziś. Jedyną różnicą jest fakt, że zostały skutecz­nie usunięte z naszego pola widzenia: zamiast w centrum świata Zachodu, wydarzają się na jego peryferiach. Doświadczenie wojny zaburza nasz spokój jedynie pośrednio, jako medial­ny spektakl o odległym, bezsensownym okrucieństwie. Przemoc wojenna sprawia wrażenie obcej. W ciągu ostatnich siedemdziesięciu lat w naszej polityce dominowała strategia — na­zwijmy ją „liberalną” — oparta na neutralizacji i wyparciu wojny jako żywiołu, który jedynie od czasu do czasu penetruje nasze bezpieczne granice, forsuje mury bezkonfliktowej, spo­kojnej Europy. Ten nowy porządek miałby powstać na powojennych gruzach starego świa­ta, raz na zawsze pouczonego doświadczeniem wojennego zezwierzęcenia i irracjonalnego okrucieństwa. Odtąd „cywilizacja Zachodu” winszuje sobie przyszłości uporządkowanej, ra­cjonalnej i sytej. Jednak oczyszczony z jawnej przemocy Zachód, budując swą potęgę na tym pięknym, lecz zwodniczym marzeniu, ukrywa koszt, jakim jest ono okupione. Uwodząc swo­ich obywateli kapitalistyczną obietnicą nieustającego dobrobytu, nieposkromionego postępu i niezmąconego pokoju, buduje obojętność na wojnę i wyzysk pustoszące świat zewnętrzny. Nie zaprzątamy sobie głowy wojnami o ropę, sweatshopami w dalekiej Azji czy deregula­cją polityki wewnętrznej suwerennych państw dla ochrony interesów międzynarodowych korporacji, mimo że działania te stanowią fundament podtrzymujący nasz ład i piękny, beztroski sen. Skupieni na swoim jednostkowym dobrobycie obywatele świata zachodniego patrzą na destrukcyjne owoce swej dominacji z paternalistyczną litością i strapieniem. Prze­konani, że żyją w świecie światłych celów i dobrych chęci, nie wojny i wyzysku, w zdewasto­wanych peryferiach widzą świat absolutnej obcości — pamiątkę z zamierzchłych czasów, z czegoś, czego dawno już postanowili wyrosnąć. Jednak ten spektakl egzotycznego, anachronicz­nego bestialstwa ma jedynie odwracać uwagę od kruchości i tymczasowości naszej fanta­zmatycznej utopii — pozwala nie myśleć o tym, że ta zewnętrzna, peryferyjna przemoc jest owocem naszej polityki, co czyni ją nie cudzą — a naszą.


Strategia ta ma jednak i inną nieprzewidzianą konsekwencję. Dyskurs, który polityczną stabilność uzależnia od odraczanej bez końca obietnicy dobrobytu, nieodwra­calnie atomizuje społeczeństwo. W świecie, gdzie jedynym wspólnym językiem jest język dążenia do indywidualnego sukcesu (w pracy, życiu rodzinnym, rekreacji i rozwoju ducho­wym) niezwykle trudno pomyśleć i zbudować wspólnotę. Mało tego, na wyjałowionym z warto­ści gruncie alienacja ekonomiczna stanowiąca nieuchronną konsekwencję rozwarstwienia społecznego, do którego prowadzi kapitalistyczny sen, zostaje pozbawiona możliwości wy­razu. Nic więc dziwnego, że niezmierzone pokłady frustracji z powodzeniem udaje się zago­spodarować populistycznemu językowi prawicy. „Przegranym” w kapitalistycznym wyścigu szczurów oferuje się nową obietnicę — obietnicę powrotu do silnej wspólnoty, wartości mo­ralnych i realnego wpływu na rzeczywistość. Zamiast jednak zmierzać ku pojednaniu w walce z au­tentycznymi przyczynami niemożliwej do zignorowania alienacji będącej wynikiem kapitali­zmu, dyskurs prawicy reorganizuje społeczeństwo, przekierowując jego uwagę ku kolejnemu marzeniu. Tym razem jednak nie obiecuje nam się już mieszczańskiego spokoju, ale „praw­dziwą”, sprawczą wspólnotę. Jej siła płynie z jasnego wytyczenia granic, które jako gwarant najwyższych, wspólnych wartości domagają się obrony za wszelką cenę. Konsekwencją ta­kiego sposobu myślenia staje się dialektyka „swoich” i „obcych”, która daje poczucie sensu i nie domaga się wyjaśnienia. Zatem tak jak strategia liberalna odwracała naszą uwagę od chaosu świata zewnętrznego obiecując indywidualne spełnienie i sytość, strategia prawico­wa afirmuje ten chaos, wytyczając drogę urzeczywistnienia narodowej potęgi, której osią­gnięcie pozwoliłoby na jego uporządkowanie według „naszych wspólnych” wartości. A skoro dyskurs liberalny odwracał uwagę od wojny czyniąc ją egzotyczną pamiątką z zamierzchłych czasów, narracja prawicowa robi, co w jej mocy, by ją uatrakcyjnić za sprawą uświę­cającej estetyzacji i romantyzacji bohaterskiej walki za ojczyznę. Paradygmat prawicowy nie rozwiązuje jednak problemu kluczowego — podobnie jak liberalny, nie ukazuje nam, że wojen nie prowadzi się w interesie obywateli, lecz dla maksymalizacji zysków globalnego kapitału (przypomnijmy chociażby współpracę „amerykańskich” korporacji IBM, GM, Ford i Coca-Cola z rządem nazistowskich Niemiec w czasie II Wojny Światowej czy ogromne pro­fity czerpane przez Haliburton i Blackwater dzięki wojnie w Iraku), a jedynie czyni ludo­bójstwo wzniosłym i atrakcyjnym. Obie strategie pozostają równie użyteczne dla kapitału, który wykorzystuje je jako sposób na urozmaicenie politycznego spektaklu. Niczym dwie strony tej samej monety, strategie te pozostają powiązane — ich konflikt, który nigdy nie wznosi się ponad pozorność dekoracji scenicznej, pozwala na dobranie stosownej dla panujących warunków kulturowych, ekonomicznych i społecznych strategii sublimacji społecznej frustracji. Choć ich zastosowanie ma realny wpływ na losy milionów, a nawet miliardów ludzi, pozostają scenicznymi rekwizytami, które wykorzystywać można ze względną wymiennością i w do­wolnej niemal konfiguracji. Niestety wywołane przez wojnę realne cierpienie i spustoszenie nie przestają istnieć, niezależnie od tego, czy staramy się o wojnie nie myśleć, czy czynimy ją najpiękniejszym i najwznioślejszym wydarzeniem w dziejach narodu i ojczyzny — obie nar­racje pomagają jedynie zapomnieć i wyprzeć istotę wojny, to jest ból i cierpienie.


W roku 1924, w świetle koszmaru pierwszej Wojny Światowej, Ernst Friedrich widział jasno, że aby przeciwdziałać wojnie, należy postawić ją w centrum naszej uwagi, nas z kolei w pozycji jej głównej przyczyny. Wojna nie jest bowiem zjawiskiem zewnętrz­nym, wyrasta na glebie stworzonej do hodowli żołnierzy; jest samospełniającą się przepo­wiednią, koszmarną realnością snu o bohaterskiej śmierci. Zgodnie z diagnozą Friedricha wojna jest bezpośrednim skutkiem patriotycznego wychowania wpajanego młodzieży i dzie­ciom przez Państwo na usługach kapitału; ten ostatni wszak wciąż głodny jest nowych żołnierzy gotowych z naiwną narodową dumą oddać życie w jego interesie. Friedrich pisze:


Uwolnijcie siebie z burżuazyjnych przekonań!


Walcz z kapitalizmem w sobie!


W naszych myślach i w naszych czynach wciąż czai się niewypowiedzianie wiele z filistra i żoł­nierza, i prawie w każdym kryje się zmusztrowany ,,młodszy rangą”, który chce dominować i do­wodzić, nawet jeśli tylko nad swoimi towarzyszami w rodzinie, swoją żoną czy dziećmi! (s. 28)


Zadanie, jakie stawia sobie Wojna wojnie polega na odsłonięciu połączenia po­między pro-państwowym wychowaniem a jego konsekwencjami — na wypowiedzeniu wojny wojnie, to jest zniszczeniu uwewnętrznionych przez ludzi warunków reproduku­jących przemysł śmierci. Ukazanie okrucieństwa wojny uniemożliwia bowiem zarówno wyparcie jej jako obcej naszej kulturze, jak i jej oswojenie wynikające z estetyzacji i pe­dagogicznej instrumentalizacji. Wstrząsająca brutalność albumu nie ma więc charakteru sensacyjnego, nie chce egzotyzować wojny, budować dystansu wobec jej bestialstwa — ze­stawienie pełnych chwały i wzniosłości propagandowych obrazów obowiązku patriotycz­nego z fotografiami przedstawiającymi realne skutki wojny zmusza nas do konfrontacji z pełnym spektrum konsekwencji naszego „bohaterstwa”. Przełamując tabu ofiary wojen­nej i zrujnowanego życia kombatantów, Friedrich rozbraja wizję przyodzianej w roman­tyczne szaty „sprawiedliwej wojny” za ojczyznę (polskim przykładem tej ostatniej może być choćby gloryfikacja „63 dni chwały”, która kompletnie ignoruje 200 tysięcy ofiar cywilnych). Nor­malizację wojny jako irracjonalnej, obcej akcydentalności jak i mężnego narodowego zry­wu, do którego wzywa nas dziejowa konieczność, przełamać można wyłącznie oddolnie, poprzez zmianę wychowania i zabicie w sobie wewnętrznego żołnierza.


Przykazanie wypowiedzenia wojny wojnie może sprawiać wrażenie prostej i na­iwnej negacji. Jednak jako potencjalne podmioty ludobójstwa, jego faktyczni wykonawcy, musimy zdać sobie sprawę z ogromu pracy, jakim okupiony jest pacyfizm. Niezależnie od ostatecznego celu punktem wyjścia uczynić trzeba opór, odmowę. Friedrich odwraca pa­triotyczną narrację o sile i bohaterstwie, nawołując do zdławienia przemocy w jej zarodku, do odstąpienia od karmienia wojny naszym biernym przyzwoleniem:


Silniejsze od wszelkiej przemocy, od szabli i karabinu, jest nasz duch, nasza wola!


Powtórz te dwa słowa: ,,Nie będę!”


Dodaj treść do tych słów i wszystkie wojny w przyszłości staną się niemożliwe. (s. 30)


Osadzeni w więzieniach i szpitalach psychiatrycznych dezerterzy, strajkujący pa­cyfiści, pedagodzy i anarchiści — oto bohaterowie i bohaterki wypowiadający i wypowia­dające w czasach Friedricha służbę kapitałowi pod maską „świętej trójcy”: Boga, Honoru i Ojczyzny. Opór pozostaje jednak jedynie pierwszym krokiem, jeszcze reaktywnym, lecz rozbudzającym w życiu potencję, którą zaktualizować można za sprawą nowych wartości: przyjaźni, wzajemnej pomocy i miłości. Mimo dojmującej rozpaczy, jaka przebija z kart albumu, Friedrich nie ulega pesymizmowi, zamiast tego wskazując drogę ku lepszej przy­szłości w pozytywnym projekcie pedagogicznym. Zarysowana przez Friedricha wojna po­między wychowaniem do śmierci i wychowaniem do życia do dziś pozostaje centralnym napięciem naszej kultury. Głównym celem szkół nie jest bowiem umożliwienie uczniom podważenia autorytetu, ani rozbudzenie odpowiedzialności za świat i drugiego człowieka czy niezgody na niesprawiedliwość, ale wychowanie osób bezkrytycznie przyjmujących wspólną, narzuconą odgórnie narrację, która w wygodny sposób porządkuje ich rzeczywi­stość. Dyskurs patriotyzmu zasadzający się na nekrofilskiej gloryfikacji śmierci jest zwy­czajnie najprostszym dostępnym narzędziem zmuszającym już przedszkolną młodzież do uznania państwa i narodu za wartości same w sobie. Tym właśnie sposobem zapętla się błędne koło kultu śmierci i polityki pamięci. Brak tu miejsca na refleksję, na pytanie: za co ginę? W imię jakich wartości? W imię jakiego życia państwo domaga się mojej śmierci? Spójrzmy na wiersz, którego do dziś od wieku przedszkolnego uczeni i uczone są młodzi Polacy i młode Polki (choć wiersz adresowany jest do domyślnego męskiego odbiorcy):


Kto ty jesteś?

Polak mały.

Jaki znak twój?

Orzeł biały.

Gdzie ty mieszkasz?

Między swemi.

W jakim kraju?

W polskiej ziemi.

Czym ta ziemia?

Mą ojczyzną.

Czym zdobyta?

Krwią i blizną.

Czy ją kochasz?

Kocham szczerze.

A w co wierzysz?

W Polskę wierzę.

Czym ty dla niej?

Wdzięczne dziecię.

Coś jej winien?

Oddać życie.


Jeżeli przyjrzymy się ostatnim dwóm wersom przez pryzmat analizy Friedricha, ich zaskakująca brutalność staje się absolutnie oczywista — uprzywilejowanieśmierci jako najwyższej realizacji ludzkiego życia jest nieodłączną konsekwencją prymatu abstraktów takich jak Naród i Państwo. Ślepa wiara, posłuszeństwo i fantazmatyczna wspólnota krwi zamykają drogę innym formom samorealizacji i wspólnotowości. Obywatel (Niemiec, Francuz, Polak) i jednostka nie są jednym i tym samym. Jednostka z konieczności stoi w kontrze do narodu, jej indywidualne pragnienia, potrzeby i relacje rozbijają jego absolu­tystyczną, dziejową narrację. Obywatela zaś wytwarza się, konstruuje dla realizacji okre­ślonych, narzuconych z góry celów. Uniformizacja wojskowa, szkolna i pracownicza służą jedynie zwiększeniu kontroli, odwróceniu uwagi jednostki od realnego cierpienia wynika­jącego z kapitalistycznych wojen, wyzysku i konfliktów zbrojnych będących nieuniknionym wynikiem polityki państw narodowych i ich szowinistycznego systemu edukacji. Nie ma tu znaczenia, czy środkiem znieczulającym wykorzystywanym przez systemy władzy będzie szkoła, kościół czy centrum handlowe — skutek pozostaje bez zmian: jest nim jednostka nieczuła na świat, cierpienie innych, potulna i pozbawiona sprawczości. W tak pomyśla­nym projekcie wychowawczym wszelka moc ustalania społecznych celów i wartości leży w rękach kapitalistycznej czy państwowej władzy, nie wspólnoty krytycznie myślących, wrażliwych jednostek. Doświadczenie pierwszej Wojny Światowej do podobnych konklu­zji, aczkolwiek o przeciwnym wektorze aksjologicznym, doprowadziło Benito Mussolinie­go. Dostrzegłszy, do jak wielkich poświęceń gotowi są na froncie żołnierze w imię fan­tazmatycznego mitu Narodu, Mussolini postanowił wykorzystać potęgę idei państwowej dla sformułowania doktryny faszyzmu: ideologii, która z premedytacją rozmywa granicę między jednostką i obywatelem:


Człowiek faszyzmu jest jednostką, która jest narodem i ojczyzną, prawem moralnem, które skupia jednostki i pokolenia więzią tradycji i misji, która niweczy instynkt życia zamkniętego w ciasnym kole rozkoszy, aby stworzyć nakazem obowiązku życie wyższe, wyzwolenie z granic czasu i przestrzeni: ży­cie, w którem poprzez samozaparcie, poprzez poświęcenie swoich osobistych korzyści, poprzez samą śmierć urzeczywistnia to istnienie nawskroś duchowe, w którem tkwi jego wartość jako człowieka.1


To, co w projekcie Mussoliniego szokuje, ale także — jak uczy nas historia — uwodzi, to porażająca brutalność i bezpośredniość, z jaką opisuje on technikę kontroli nad społe­czeństwem. Wydaje się, że choć opisane przez nas strategie, „liberalna” i „prawicowa” (jak i wszystkie ich formy pośrednie), starają się nie popadać w język faszyzmu, oba paradygmaty chętnie i z powodzeniem wykorzystują jego metodologię — sprawują kontrolę nad trzema kluczowymi elementami społecznej rzeczywistości: większą narracją, wspólnym mitem i obietnicą spełnienia w osiągnięciu wskazanego przez siebie celu.


Choć zmianie ulegać może treść, która wypełnia każdą z tych kategorii (narracja postępu albo silnego państwa; mit równych szans na wolnym rynku albo ducha narodu; indywidualny sukces albo odparcie zewnętrznych i wewnętrznych wrogów), mechanizm kontroli i podporządkowania pozostaje ten sam. U jego podstaw leży obłudna, bo niemoż­liwa do spełnienia, obietnica sprawczości — nierealizowalna, gdyż narzucona odgórnie, a przez to skazująca na wieczną bezradność i podległość względem tego, kto wskaże kolej­ny cel, kolejne marzenie, kolejny mit. Jedynym wyjściem z błędnego koła nieziszczonych snów i ucieczek ku innym, równie nieziszczalnym obietnicom wydaje się pogodzenie jed­nostki z własną skończonością i zależnością, przy jednoczesnym uwyraźnieniu spełnienia, jakie przynosi doświadczenie wykorzystania swych ograniczonych sił dla pomocy innym i współtworzenia lepszej rzeczywistości.


Głębia i piękno propozycji Friedricha leży w rozpoznaniu, że wartością człowieka nie jest bynajmniej obywatelska śmierć w imię Narodu czy konsumpcjonistyczne spełnienie, ale jednostkowy potencjał do miłości, troski i współudziału w naprawie rzeczywistości. Frie­drich uspokaja nas w zapewnieniu, że świat pozbawiony uniwersalnych wartości i ponadcza­sowych absolutów nie jest bynajmniej światem pozbawionym znaczenia i sensu; przeciwnie — dopiero uświadomiwszy sobie odpowiedzialność, jaka spoczywa na barkach pojedynczej jednostki, jak i całej jej wspólnoty możemy pomyśleć świat, w którym nie jesteśmy sobie wrogami, a przyjaciółmi. Dopiero wówczas, dzieląc odpowiedzialność za świat i siebie na­wzajem, możemy oprzeć się reprodukcji wartości, które nieuchronnie prowadzą do wojen. Życie bowiem nie może rozwijać się w odosobnieniu wyjałowionego z wartości liberalne­go świata kapitalizmu ani wiecznie spoglądać wstecz, karmiąc się snem o potędze narodu i bohaterskiej śmierci. Życie czynne i sprawcze musi opierać się na relacjach — niepodobna sprowadzić je do pośmiertnej chwały męczennika za sprawę narodu ani egoistycznej sytości, gdyż dokonuje się we współtworzeniu lepszej rzeczywistości.


Dopiero jednostka wolna od tyranii absolutnych idei zdolna jest odkryć swój nieograniczony społeczny potencjał — zapragnąć nie wiecznej pamięci na tablicy pomnika bohaterów, ale doczesności w samopomocy i miłości. Realizacją tego projektu była dla Friedricha działalność edukacyjno-pedagogiczna. Jego anarchistyczny elementarz Pro­letarischer Kindergarten („Proletariackie przedszkole”) mający na celu edukację dzieci ku wzajemnej pomocy i trosce, wciąż funkcjonujące, berlińskie Antywojenne muzeum, któ­rego działalności niniejsza książka jest odbiciem, a także założone w 1954 powojenne cen­trum spotkań niemieckiej i francuskiej młodzieży robotniczej „Île de la paix” (Wyspa po­koju) mające na celu nawiązanie dialogu i współpracy francuskiej i niemieckiej młodzieży na rzecz pokoju, są inspirującą reakcją na okrucieństwo otaczającej rzeczywistości, próbą otwarcia ludzi na perspektywę i odpowiedzialność stworzenia nowego, lepszego świata — świata bez wojny.


Andrzej Grzybowski, Maciej Łagodziński

 

1 Benito Mussolini, Doktryna faszyzmu, przeł. S. Gniadek, P. Sandauer, Lwów 1935, s. 18.

 

Polskie obozy więzienne dla migrantów

 

Więzienie stało się jednym z głównych narzędzi zarządzania ludnością migrującą w Europie i poza nią w latach 90. – zjawisko to szło w parze z globalizującym neoliberalizmem tamtego czasu. Pierwszy obóz więzienny zbudowano w Polsce w początkowych latach wolnorynkowej przemiany ustrojowej, w 1996 r. w Lesznowoli; do roku 2008 r. zarządzała nim policja, potem przejęła go straż graniczna. Resztę systemu obozów więziennych wprowadzano jako elementy polityki bezpieczeństwa granic, której przyjęcie stanowiło warunek wstępny wejścia do strefy Schengen w 2008 r. Wzdłuż nowej wschodniej granicy zewnętrznej otwarto na początku 2008 r. cztery obozy w przygotowaniu do akcesu Schengen: tj. obozy w Białej Podlaskiej, Białymstoku, Kętrzynie i Przemyślu. Obóz w Krośnie Odrzańskim, położony przy granicy zachodniej – z Niemcami, założono w 2009 r.

 

 

Twierdza Europa

 

 

W ciągu ostatniej dekady władze UE dokładały starań w celu usunięcia granic wewnętrznych między krajami członkowskimi na rzecz umocnienia zbiorczej granicy zewnętrznej. Zmieniło to kontynent w formację, którą środowiska lewicowe nazwały „Twierdzą Europa”. Kiedy Polska, Węgry, Słowacja, Litwa, Łotwa i Estonia weszły do Unii w 2004 r., a następnie do strefy Schengen w 2008 r., granica zewnętrzna przesunęła się na wschód, a zaszczyt pilnowania jej przypadł w efekcie władzom wymienionych państw. Wśród nowych krajów strefy Schengen Polska otrzymała być może największe „wyróżnienie”, jako że władze UE wybrały Warszawę na główną siedzibę agencji Frontex, która odpowiada za koordynowanie czynności ogólnoeuropejskiej straży granicznej chroniącej granicę Twierdzy Europa.

 

 

Zbudowanie układu obozów więziennych stało się elementem o zasadniczym znaczeniu w nowo przyjętej przez Polskę europejskiej polityce bezpieczeństwa granic. Kluczowe dla tej polityki są regulacje tzw. Dublin II z 2003 r. (od czerwca 2013 r. – Dublin III) zmuszające migrantów do pozostania w kraju, w którym dostali się na teren UE. W praktyce oznacza to, że migranci, którzy zostawią po sobie jakikolwiek ślad (typu: odciski palców, wypełniony formularz, zarejestrowanie przez straż graniczną, wiza) w kraju takim, jak Polska, muszą tu zostać i nie wolno im się przenieść do innych państw Unii. Główną konsekwencją przepisów z Dublina jest to, że deportacje między państwami członkowskimi przekształciły się w mechanizm systemowy. Migranci, których złapie się na łamaniu dublińskich ustaleń, deportowani są do swoich „pierwszych krajów”, gdzie zmusza się ich zwykle do odsiedzenia kary w obozie więziennym. Wielu spośród migrantów więzionych w polskich obozach trafiło tam właśnie przez te przepisy – tak stało się w przypadku Ekateriny Lemondżawy.

 

 

Rodzina za kratami

 

 

W Europie i krajach śródziemnomorskich istnieje 421 oficjalnych obozów więziennych. Dostępność statystyk dotyczących tych obozów i ludności w nich osadzonej zależy od siły ruchów oddolnych, które potrafią swoimi żądaniami spowodować publiczne udostępnienie tych informacji. Według wyliczeń grup oddolnych każdego roku na terenie UE przetrzymuje się blisko 600 tys. migrantów. W części państw obozami więziennymi dla migrantów, podobnie jak zakładami karnymi, zarządzają prywatne firmy i korporacje. W Wielkiej Brytanii na przykład trzy obozy więzienne prowadzi firma ochroniarska G4S.

 

 

W Polsce wszystkie siedem obozów pozostaje w gestii straży granicznej. SG nie ma obowiązku upubliczniać informacji statystycznych dot. więźniów, jednak wskutek strajku z 2012 roku organizacjom pozarządowym zezwolono na wgląd w te dane – pojedynczo, obóz po obozie – w 2012 r. i 2014 r. Według ostatnich statystyk (dane z 2013 r.), w obozach więziennych umieszczono tamtego roku łącznie 1 738 osób. W momencie wizytacji NGOsów w obozach w styczniu i lutym 2014 r. osadzonych było 347 osób, w tym 61 proc. mężczyzn (213 osób), 14 proc. kobiet (50 osób) i 24 proc. małoletnich (84 dzieci). Obozy w Kętrzynie, Białej Podlaskiej i Przemyślu mają oddziały dla kobiet i nieletnich; pozostałe obozy są wyłącznie dla mężczyzn. Niemal połowa osadzonych w obozach (w 2013 r.) przyjechała z Rosji – 49 proc.

 

 

Niepotrzebni nieprzestępcy

 

 

W kategoriach prawnych więzienie migrantów stanowi tzw. detencję administracyjną, czyli środek nadzorowania miejsca pobytu przed deportacją. Więzienie migrantów nie jest środkiem karnym, ponieważ nie zostało popełnione przestępstwo. Przekroczenie granicy bez dokumentów według wszystkich regulacji prawnych – polskich, europejskich i międzynarodowych – jest zaledwie wykroczeniem administracyjnym. Nie jest to czyn przestępczy (co oznacza, że termin „nielegalni migranci” nie ma podstawy prawnej). W Polsce najwyższy wyrok to trzy miesiące, ale SG może wnioskować o przedłużenie tego okresu aż do maksymalnego czasu pozbawienia wolności (oficjalnie nazywanego „pobytem”) – 18 miesięcy.

 

 

Skoro migracja to nie zbrodnia, to czemu więzienie? Więzienie funkcjonuje na zasadzie środka dyscyplinującego, kary za złamanie ustroju granicznego. Osoby chcące wykorzystać możliwości, jakie daje migracja (takie jak bezpieczeństwo, lepsze warunki życiowe i warunki pracy), wytwarzają napięcia w obrębie europejskiego terytorium. Kontrolowaniu migrantów i zarządzaniu nimi – czyli przyszłymi pracownikami, lokatorami, studentami, chorymi i beneficjentami świadczeń socjalnych m.in. – przyświeca ideologia wolnego rynku. Z jednej strony logika ta wspiera migracje korzystne dla sprawy zysku i zgodne z organizacją produkcji w danym rejonie, z drugiej zaś – przeciwstawia się aspiracjom milionów migrantów wewnętrznych i zewnętrznych (również uchodźców). Zorientowana rynkowo polityka migracyjna odpowiednio dobiera migrantów „użytecznych” i „produktywnych” – i tym daje prawo pozostania. Resztę uznaje za zbyt wysoką nadwyżkę siły roboczej i utrudnia jej swobodne przemieszczanie się.

 

 

Więzienia zwykłych ludzi

 

 

Obozy więzienne dla obcokrajowców, podobnie jak więzienia, oficjalnie przedstawiane są jako jeden z filarów bezpieczeństwa. Stanowią jednak także kluczową część systemu opartego na radykalnej nierówności. Kapitalizm broni się, kryminalizując biedę. Dlatego chociaż Amerykanie również dopuszczają się wykroczeń administracyjnych, gdy przedłużą pobyt w Europie ponad trzymiesięczną wizę, jest rzeczą niesłychaną znaleźć obywatela USA w europejskim obozie więziennym. Więźniami tych obozów nie są także szejkowie i inne elity światowych peryferiów, jakkolwiek wiele z nich zasłużyło na najcięższe kary. Za kraty europejskich obozów więziennych trafiają więc z zasady ludzie wywłaszczeni z najróżniejszych dóbr. Te same nierówności odzwierciedla kondycja każdego systemu więziennego. W Polsce najpowszechniejsze przestępstwa popełniane przez więźniów zakładów karnych w 2014 r. to czyny charakterystyczne dla biedy i „szeregowych gangsterów” – zwykłe kradzieże, kradzieże z włamaniem, rozboje i inne przestępstwa wobec mienia. Dla porównania, za przestępstwa przeciw obrotowi gospodarczemu w tym samym roku osadzono tylko 152 osoby (na ponad 70 tys. więźniów ogółem). Byli i obecni więźniowie sami stanowią świadectwo tego, że przeważająca większość osadzonych w polskich zakładach karnych wywodzi się z klasy robotniczej.

 

 

Im większe przestępstwo, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że pójdzie się za nie do więzienia. Dla elity „świat bez granic” jest codziennością – jej pragnień i chciwości nie ograniczają żadne mury, kraty ani granice. Jego ofiara – Ekaterina Lemondżawa – musiała zaś wielokrotnie udowadniać polskiej straży granicznej, że nie kryje w majtkach zagrożenia dla bezpieczeństwa naszego kraju. Instytucje karne, jak więzienia i obozy więzienne dla migrantów, a także wszystkie zasieki Twierdzy Europy stanowią więc przede wszystkim narzędzie kryminalizacji ubogich i utrzymania przywilejów najbogatszych – stanowi to oczywiście mocny argument za ich zniesieniem. Nie da się jednak ich znieść bez jednoczesnego zniesienia nierówności społecznych, które są podstawowym zapleczem elit.

 

 

Maria Burza

Kolektyw Syrena

Warszawa, październik 2016



Cały tekst ze źródłami stanowi posłowie do książki „Nr 56. Pamiętaj, nazywam się Ekaterina”. Red.: A-tak

Zarys biografii Piotra Kropotkina

kropotkin1"Najpiękniejsze kwiaty wyrastają z bagna" - powiada przysłowie ludowe. Trudno chcieć uogólniać tę prawdę, ale w każdym razie życie Piotra Kropotkina w zupełności ją potwierdza. Nie można bowiem wyobrazić sobie środowiska bardziej niepomyślnego dla pojawienia się wyższych cech człowieczeństwa, niż to, z którego on wyszedł. Mroczne dla Rosji czasy panowania Mikołaja, z okrutną samowolą pańszczyźnianą. Otoczenie bogatej szlachty, stanowiącej bezwzględnie o losie swych poddanych, a równocześnie trzymającej się z lokajską uniżonością klamki dworu cesarskiego w wyczekiwaniu łask dla siebie. Z tego właśnie środowiska wyszedł, porwany prądem nowych idei, wielki bojownik o najwyższe ideały ludzkości, o sprawiedliwość i wolności, o zniesienie nie tylko wyzysku, ale i panowania człowieka nad człowiekiem. Postulaty powyższe sformułowali już wielcy poprzednicy Kropotkina: Wiliam Goodwin w Anglii i Piotr Proudhon we Francji. Historia płata czasem figle. Zbuntowany potomek rodu uprzywilejowanych wywarł i wywiera przepotężny wpływ już na kolejne pokolenia socjalistów wszystkich odcieni, nie wyłączając tych, którzy stoją na biegunowo różnym stanowisku teoretycznym. Książki i broszury Kropotkina są ciągle tłumaczone na wszystkie języki i wydawane bez końca w nowych wydaniach. Tajemnica tego wielkiego wpływu pochodzi nie tylko z bezsprzecznej wartości prac Kropotkina z punktu widzenia naukowego, ale przede wszystkim wynika z wielkiej wartości moralnej, jaką przedstawia całe jego życie. Kropotkin potrafił dokonać rzeczy najtrudniejszej: zharmonizować w wysokim stopniu czyny swego życia z wyznawanymi poglądami, w czym przerósł o głowę drugiego genialnego myśliciela i pisarza rosyjskiego Lwa Tołstoja, który przez całe życie znajdował się w ciężkiej rozterce z samym sobą. Według słów znakomitego pisarza francuskiego Romain Rollanda: "Kropotkin był tym, o czym Tołstoj bezustannie pisał". Właśnie skutkiem tego koleje życia i prace Kropotkina są ze sobą tak ściśle zespolone, iż narzuca się konieczność studiowania ich równolegle, a przynajmniej zapoznania się z punktami zwrotnymi jego życia. (Maria Orsetti) Piotr Aleksejewicz Kropotkin, zwany "anarchistycznym księciem", urodził się 9 grudnia 1842 r. w Moskwie, jako potomek jednej z najstarszych rodzin arystokracji rosyjskiej - książąt smoleńskich, którzy byli carami przed dynastią Romanowów, wiodącej swój rodowód od księcia Ruryka. Był synem zamożnego wojskowego Alekseja i artystki Jakateriny. Jego rodzina posiadała majątki ziemskie położone w trzech guberniach, liczące "1250 dusz" tj. poddanych płci męskiej. O magnackim trybie rodzinnego życia świadczy dom zawsze pełen gości, wystawne przyjęcia i liczne zastępy służby, liczące w Moskwie, gdzie spędzano zimę - 50 osób, a w letniej rezydencji, we wsi Nikolsku w Kałużskiej gubernii, jeszcze więcej. Prywatna orkiestra grała rodzinie do obiadów przygotowywanych zazwyczaj przez pięciu kucharzy, a do stołu nakrywało kilkunastu służących. W domu rodzinnym Kropotkin przebywał 15 lat i niewątpliwie wielkopańskie środowisko na tle potworności stosunków pańszczyźnianych wywarło silny wpływ na kształtowanie się jego opozycyjnych poglądów. Fakt, że często widział jak bito jego kilkunastoletnich przyjaciół, którzy byli sługami w jego domu, naturalnie przyczynił się do pierwszej krytyki relacji feudalnych. Ojciec mało interesował się dziećmi i nigdy nie był z Piotrem w bliskich stosunkach. Był to człowiek w prównaniu do innych, ówczesnych szlachciców, nie najgorszy, ale nie grzeszył rozumem: był pełen przesądów i dumy ze swego pochodzenia. Po przenosinach stolicy z Moskwy do Petersburga ojciec Kropotkina stracił pracę w stołecznym sądzie, po czym pozostawał na honorowych stanowiskach w armii carskiej. Syn tak go charakteryzuje: "Ojciec mój był typowym oficerem czasów mikołajewskich. Nie dlatego, aby był obdarzony wyjątkowo wojowniczym usposobieniem, alboznajdował szczególne upodobanie w życiu obozowym. Wątpię nawet, czy spędził choć jedną noc przy ognisku biwakowym, lub czy uczestniczył choć w jednej bitwie. Za Mikołaja miało to podrzędne znaczenie. Prawdziwym wojskowym w tych czasach był ten, kto uwielbiał mundur, a pogardzał cywilem". Również względem synów zachowywał się z wyższością i chłodem. Natomiast duży wpływ na syna wywarła matka - piękna córka gubernatora generalnego Syberii, wprawdzie nie bezpośrednio, gdyż umarła na gruźlicę, kiedy Piotr miał około 3 lata, ale pośrednio. Służba i poddani ją ubóstwiali i uczucia te po jej śmierci przelali na dzieci. Niejednokrotnie wspomina Kropotkin w swych pamiętnikach ze wzruszeniem o przejawach dobroci służby do nich, sierot, którym miejsce matki zajęła, narzucona rozkazem carskim, macocha. O matce swej wyraża się z wielkim pietyzmem: "Matka moja była, jak na swoją epokę kobietą bez wątpienia niepospolitą. W wiele lat po jej śmierci znalazłem w naszym wielkim domu stos zeszytów, zapisanych jej równym, ładnym pismem. Był to jej dziennik, a także zeszyty z poezjami rosyjskimi, zakazanymi przez cenzurę". Dwa lata po śmierci matki ojciec ożenił się ponownie, głównie dla korzyści materialnych. Macocha zerwała wszelkie powiązania chłopców z rodziną matki powierzając, według ówczesnych zwyczajów, ich wychowanie domowe francuskiemu guwernerowi i niemieckiej pielęgniarce. Pierwszy nie miał żadnych kwalifikacji pedagogicznych, ale rzekomo żyły w nim demokratyczne tradycje Wielkiej Rewolucji Francuskiej, pod wpływem których 12-letni Piotr ślubuje nie używać nigdy swego rodowego tytułu i do końca życia upominał wszystkich, którzy zwracali się do niego po książęcym tytule. Dzięki guwernerowi Piotr zapoznaje się również bardzo wcześnie z demokratycznym duchem ówczesnej nielegalnej literatury, krążącej w licznych odpisach wśród społeczeństwa rosyjskiego. Ulubionymi pisarzami chłopca był wówczas Gogol, a przede wszystkim poeta Niekrasow. Sam bardzo wcześnie, bo już jako jedenastoletni chłopiec, próbuje własnych sił na polu literackim. Pisze nowele, między innymi długą historie dziesięciokopiejówki, obmyślając razem ze swym nauczycielem charaktery ludzi, przez ręce których krążyła moneta. W tych czasach redaguje także swe pierwsze pismo, rozchodzące się na razie w dwóch egzemplarzach.


Wspólne wychowanie miało wpływ na bliskie relacje Piotra z kilka lat od nim starszym bratem, Aleksandrem. "Przypadło mi w udziale wielkie szczęście posiadania kochającego i umysłowo rozwiniętego brata" - wspominał. Gdy zostali wysłani do różnych szkół: jeden do Moskwy, drugi do Petersburga, prowadzili intensywną korespondencję, której tematem były głównie wrażenia z przeczytanych książek i roztrząsanie poważnych zagadnień naukowych, dzieł Kanta, Darwina czy Saya. Wbrew wyraźnemu talentowi literackiemu ojciec, związany z dworem carskim i będący generałem w armii, bezapelacyjnie planuje karierę wojskową dla trojga swych synów. W roku 1856 Kropotkin zaczął uczęszczać do Pierwszego Gimnazjum Moskiewskiego, mimo że był raczej wrogo nastawiony do szkoły i sposobowi ówczesnego wykładania przedmiotów. Mimo tej niechęci zdobywał dobre oceny z geometrii i chętnie uczył się historii, matematyki, astrologii i geografii. Zaczyna nawet pisać książkę z fizyki. W sierpniu 1857 r. Piotr przypadkiem został zauważony przez cara na balu przebierańców, w którym brały udział również dzieci arystokratów, dzięki czemu doznaje specjalnej łaski i zostaje zapisany do elitarnego Korpusu Paziów w Petersburgu, w którym miano przygotować go do pełnienia najwyższych państwowych stanowisk. Była to szkoła wojskowa, obdarzona specjalnymi przywilejami, gdzie kształcili się przyszli dostojnicy państwowi. Ukończenie jej zapewniało szybka karierę państwową. Pomimo wielu niedogodności studiów w internacie wojskowym pięcioletni pobyt w korpusie (1857- 62 r.) Kropotkin nie uważa za stracony dla swego rozwoju umysłowego. W korpusie poziom nauki był wysoki, wykładali tam najlepsi profesorowie Uniwersytetu Petersburskiego. Dobrze przygotowany i niezwykle zdolny Kropotkin radzi sobie z ogromnym programem wiedzy ogólnej i wojskowej - stale jest prymusem, a poza tym znajduje czas nie tylko na czytanie i korespondencję naukową z bratem, ale także na samodzielne studia historyczne, które prowadzi w petersburskiej bibliotece publicznej. Pasjonują go w tamtym czasie zagadnienia historyczne, m.in. walka cesarza z papieżem Benedyktem VIII oraz przedmioty ścisłe, geografia, czyta najnowsze prace geograficzne o Azji i marzy o podróżowaniu. Wielką rolę odgrywa też muzyka, zwłaszcza teatr oraz opera włoska, która święciła wówczas tryumfy w Petersburgu. W wyższych klasach paziowie obowiązani byli uczestniczyć we wszystkich ceremoniach dworskich. Kilkunastu najlepszych uczniów spełniało funkcje paziów pokojowych rodziny cesarskiej, a Kropotkin z tytułu prymusa został mianowany paziem samego cara. Zwalniało go to od noszenia trenów wielkim księżniczkom, za to na wszystkich uroczystościach dworskich musiał krok w krok iść za cesarzem. Z początku teatralność i przepych parad dworskich bawią młodego chłopca. Z przejęciem spełnia swą rolę, łudząc się jeszcze, jak wielu innych, co do wartości Aleksandra II. Wierzy, iż świeżo przez niego wydany w roku 1861 akt uwłaszczenia włościan jest tylko początkiem dalszych rozległych reform. Lecz już w tym czasie redaguje w korpusie, mimo niebezpieczeństwa na jakie się przez to naraża, swe pierwsze tajne pisemko, przeznaczone dla wybranych kolegów, w którym krytykuje stosunki dworskie i uzasadnia potrzebę poważnych reform. W roku 1861, kiedy do korpusu skierowano nowego dowódcę, który zlikwidował wszelkie wsparcie finansowe dla starszych uczniów, Kropotkin protestuje, za co zostaje umieszczony w więzieniu wojskowym. Przyczynia się to
do tego, że już wkrótce prysną iluzje odnośnie cara. Jeszcze przed opuszczeniem korpusu Piotr uświadamia sobie całą nicość życia dworskiego i krystalizują się u niego poglądy demokratyczne i postępowe. W wieku 17 lat czyta pierwsze pismo rewolucyjne - "Gwiazdę Polarną" Aleksandra Hercena, potajemnie rozprowadzaną w Rosji. Do przełomowych decyzji w życiu Kropotkina dochodzi po egzaminach końcowych. Ku ogólnemu zdumieniu i wielkiemu zgorszeniu wszystkich, zarówno kolegów, jak zwierzchników, nie mówiąc już o ojcu, świeżo mianowany oficer, któremu przysługiwał wybór dowolnego pułku dla odbycia paroletniej obowiązkowej służby wojskowej, wybiera zamiast świetnej kariery w którymś z pułków przybocznych cara, podrzędne stanowisko jako doradca gubernatora w pułku nadamurskich kozaków konnych, na kresach Syberii Wschodniej w Chita, niedaleko Irkucka. Kropotkin tak tłumaczy swoje postępowanie: "Dawno już postanowiłem nie wstępować do gwardii i nie zmarnować życia na balach i paradach dworskich. Marzyłem o uniwersytecie. Chciałem się uczyć i żyć życiem studenckim. Oznaczało to zupełne zerwanie stosunków z ojcem, który marzył całkowicie o czym innym. Znaczyło to więc konieczność utrzymywania się z korepetycji. Tysiące studentów tak żyło i życie takie wcale mnie nie przerażało. Ale jak przezwyciężyć pierwsze trudności na drodze takiego życia? Za kilka dni opuszczę szkołę i będę musiał sprawić sobie cywilną odzież, wynająć mieszkanie itd. Nie widziałem możliwości zdobycia pieniędzy na niezbędne wydatki najskromniejszego nawet życia. Myśl moja coraz uporczywiej zwracała się ku Syberii. Kraj Nadamurski był dopiero co przyłączony do Rosji. Przeczytałem wszystko, co pisano o tym Mississipi Wschodu, o górach, które przerzyna, o roślinności podzwrotnikowej jego dopływu Ussuri. Myślą unosiłem się dalej ku pasowi tropikalnemu, opisanemu przez Humboldta, i pięknym teoriom Rittera, które czytałem z zachwytem. Ponadto mówiłem sobie: Syberia przedstawia nieograniczone pole do wielkich reform już opracowanych, lub pozostających do obmyślenia. Zapewne jest tam niewiele pracowników. Znajdę więc pole do pracy, o jakiej marzyłem". "Na koniec wyjeżdżam na zawsze z Petersburga" - pisze z ulgą w swym dzienniku z czasów syberyjskich, wydanym dopiero po śmierci. W Irkucku znajduje na razie znośne warunki pracy. Zostaje mianowany pomocnikiem generała Kukiela, człowieka rozumnego i postępowego, który pomagał w ucieczce Michaiła Bakunina z Syberii, za co w 1863 roku stracił posadę. Obejmuje sekretariat nad projektem reformy więziennictwa i deportacji oraz miejscowego samorządu. Niebawem jednak stosunki się zmieniają i wszystkie prace w duchu postępowym okazują się niemożliwe. Fala reakcji, która wezbrała w Rosji po powstaniu polskim 1863 roku, dociera do kresów syberyjskich. Wyższe stanowiska administracyjne obsadzane są reakcjonistami. Projekty reform idą w zapomnienie. Zamiast zapijać się na śmierć z nudów, jak to czynili inni oficerowie, Kropotkin postanawia wykorzystać nadarzającą się sposobność do podróżowania. Zwiedza kraj Nadamurski, Mandżurię i północne Chiny. Interesuje się stroną geograficzną, przyrodniczą i socjologiczną. Na wpół jeszcze pierwotne plemiona koczownicze dawały tu możliwość obserwacji zjawisk społecznych, nie spotykanych już w Europie. Badania te miały dla dalszego życia Kropotkina ważne znaczenie, tutaj zaczęły kształtować się jego pierwsze świadome poglądy społeczne. Wyznaje: "Pięć lat, które spędziłem na Syberii, były dla mnie prawdziwą szkołą życia i charakteru ludzkiego. Stykałem się z rozmaitego rodzaju ludźmi, z najlepszymi i z najgorszymi, z tymi, którzy stoją u szczytu drabiny społecznej i z tymi, którzy zaledwie wegetują, znajdując się na najniższych jej stopniach: z włóczęgami i tzw. niepoprawnymi przestępcami. Miałem doskonałą sposobność obserwować chłopów w ich codziennym życiu i możność przekonania się, jak mało może im dać rząd - nawet wtedy, gdy jest ożywiony najlepszymi chęciami. Moje długie podróże, w czasie których zrobiłem przeszło siedemdziesiąt tysięcy wiorst* pocztą, parostatkiem, łódką, a najczęściej konno - w zadziwiającym stopniu zahartowały moje zdrowie. Podróże nauczyły mnie też jak niewielkie są w gruncie rzeczy potrzeby człowieka, gdy wyjdzie z zaczarowanego koła sztucznej cywilizacji. Z kilkoma funtami chleba i małym zapasem herbaty w plecaku, z kociołkiem i toporkiem u siodła, i z derką pod siodłem dla przykrycia pościeli ze świeżego modrzewiowego listowia - człowiek czuje się dziwnie swobodny, nawet wśród nieznanych gór, gęsto porosłych lasem, albo pokrytych głębokim śniegiem... Wychowany w obywatelskiej rodzinie rozpocząłem życie, jak wszyscy młodzi ludzie mojego czasu, w przekonaniu, że trzeba rozkazywać, przykazywać, gromić, karać, powściągać itd. Dopiero odpowiedzialność za ważne sprawy, dla wykonania których wchodzić musiałem w bliższe stosunki z ludźmi - wyjaśniła mi różnicę pomiędzy działaniem, poddanym ścisłej karności wojskowej, a wspłółpracą, opartą na wzajemnym zaufaniu. Dyscyplina dobra jest na paradach wojskowych, ale jest nic nie warta w życiu rzeczywistym, gdzie dla osiągnięcia pożądanego rezultatu niezbędna jest wytężona wola wszystkich ku wspólnemu celowi. Pomimo, iż wtedy nie formułowałem jeszcze mych myśli terminami zapożyczonemi z programów partii politycznych - mogę jednak powiedzieć dzisiaj, iż na Syberii straciłem wszelką wiarę w organizację państwową i był już we mnie grunt przygotowany pod zasiew idei anarchizmu. Zacząłem pojmować nie tylko ludzi i charaktery ludzkie, ale i ukryte sprężyny życia społecznego. Uświadomiłem sobie jasno twórczą, konstrukcyjną pracę nieznanych mas, o której rzadko wspominają książki i pojąłem znaczenie tego czynnika w rozwoju społecznym". W związku z represjami życie na Syberii traciło jednak dla Kropotkina coraz więcej uroku, pomimo iż był teraz razem z bratem, który jako oficer został odkomenderowany do Irkucka dwa lata po przybyciu Piotra. Obaj bracia pracowali w dalszym ciągu dużo nad swym wykształceniem i tęsknili za szerszym życiem umysłowym, którego brak było na Syberii. Kropotkin czyta prace J.S. Milla, Renana, Heine'a, Hercena i Proudhona, ale też coraz bardziej oddaje się badaniom geograficznym i biologicznym. Odbywa szereg wypraw np. spływa Amurem, barkami mającymi dowieść żywność dla północnych kolonii rosyjskich, które rozbijają się jednak podczas sztormu. W 1864 obejmuje dowództwo nad karawaną handlową do Mandżurii. Dociera do najodleglejszych syberyjskich zakątków. Owoce czynionych przy tych okazjach badań, np. sporządzane mapy, szybko przynoszą mu sławę w światku geograficznym. Jako pierwszy odkrył na Dalekim Wschodzie ślady zlodowaceń, był też jednym z pierwszych propagatorów istnienia epoki lodowcowej. W trakcie wypraw Kropotkin badał także florę i faunę wschodniej Syberii. Od 1865 roku całkowicie poświęcił się pracy naukowej, a obserwacje, które poczynił podczas podróży doprowadziły go do sformu
* Wiorsta - niemetryczna rosyjska miara długości równa 1/7 mili rosyjskiej (1066,78 m). (przyp. red.) łowania szeregu myśli, najpełniej wyrażonych w wydanym w 1902 roku dziele Pomoc wzajemna jako czynnik rozwoju. Kropotkin uważał się za bezpośredniego kontynuatora myśli Karola Darwina, jego poglądy ewolucyjne były jednak odmienne od poglądów większości ówczesnych darwinistów (a zwłaszcza Thomasa Malthusa). Twierdził, że zachowania altruistyczne występują w przyrodzie równie często, co zachowania egoistyczne (tzw. prawo dżungli). Altruizmu tego nie wyprowadzał jako jakiejś idealistycznej wartości, lecz z czysto logicznej optymalizacji zysków i strat. W roku 1866, wybuch buntu zesłańców polskich, stłumionego z wielkim okrucieństwem, otworzył obu braciom oczy, iż nie w armii rosyjskiej jest ich miejsce. Postanowili porzucić służbę wojskową i powrócić do Petersburga. Udało im się to dopiero w 1867 r. Piotr zostaje sekretarzem Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego i członkiem Centralnego Komitetu Statystycznego. W ciągu następnych lat (1868 - 70 r.) oddaje się całkowicie badaniom geograficznym "W początkach jesieni 1867 r. - pisze w swym pamiętniku Kropotkin - zamieszkałem w Petersburgu. Wstąpiłem na Uniwersytet, gdzie zasiadłem na jednej ławie ze studentami niemal jeszcze dzieciakami, znacznie młodszymi ode mnie. Moje najskrytsze marzenia, które tak długo pielęgnowałem w duszy, w końcu się spełniły. Nareszcie mogłem się uczyć. Zapisałem się na fakultet matematyczny, ponieważ uważałem, iż gruntowna znajomość matematyki stanowi jedyną trwałą podstawę wszelkiej dalszej pracy naukowej. Wyrzekłem się zupełnie służby wojskowej ku wielkiemu niezadowoleniu mojego ojca, który nie znosił nawet widoku ubrania cywilnego. Postanowiłem utrzymywać się wyłącznie własną pracą". Przez pięć lat studia uniwersyteckie, a obok nich praca naukowa nad nowymi teoriami geograficznymi, pochłaniają Kropotkina. Po dwuletnich badaniach w 1873 roku opublikował pracę, w której dowodzi, że ówczesne mapy Azji mylnie oznaczają formacje fizyczne Syberii. Dochodzi do całkiem nowych odkryć, tak opisuje tę chwilę: "Wreszcie wszystkie wątpliwości pierzchły jak za jednym błyskiem światła, wszystko stało się od razu jasnym i zrozumiałem, życie ludzkie mało ma chwil tak upajającej rozkoszy, którą można by porównać z tą, po której rodzi się nagle w myśli teoria ogólna, oświecając umysł, znużony długimi i cierpliwymi poszukiwaniami. Kto choć raz doświadczył w swym życiu zachwytu twórczości naukowej, ten nie zapomni nigdy tej chwili błogosławionej. Będzie pragnął jej powrotu, żalem przejmować go będzie myśl, iż tego rodzaju szczęście staje się tylko udziałem niewielu, choć, w mniejszym lub większym stopniu mogłoby być dostępne dla wszystkich, jeśli wszyscy rozporządzaliby wiedzą i wolnym czasem". Pracę tę uważa Kropotkin za swój główny dorobek naukowy i zamierza napisać o tym obszerną książkę, ale kiedy w roku 1873 czuje, iż grozi mu aresztowanie - wykańcza tylko mapę z krótkim wyjaśnieniem. Petersburskie Towarzystwo Geograficzne wydaje tę pracę kiedy Kropotkin jest w więzieniu, skutkiem czego odkrycie to wchodzi do nauki i zostaje ogólnie przyjęte, ale niemal bezimiennie, co daje powód Kropotkinowi do uwagi, na którą nie każdy wynalazca potrafiłby się zdobyć: "Jest to korzystniejsze dla rozpowszechnienia się nowej idei naukowej jeżeli nie jest związana z jakimś nazwiskiem. Błędy, jakich przy pierwszych próbach uniknąć nie można, daleko łatwiej dają się wtedy sprostować". Notuje również w swych pamiętnikach: "Trudno sobie wyobrazić, jakiej masy pracy może dokonać człowiek zdrowy, jeśli wytęży swe wszystkie siły i zdoła trafić w rdzeń kwestii, pomijając szczegóły drugorzędne". Niebawem Kropotkin otrzymuje propozycję od Towarzystwa Geograficznego objęcia kierownictwa nad ekspedycją polarną, a kiedy wyprawa ta nie dochodzi do skutku z powodu trudności finansowych, zostaje wysłany z ramienia Towarzystwa do Szwecji i Finlandii w celu przeprowadzenia badań nad lodowcami. Uczestniczy w tej glacjologicznej wyprawie, której konsekwencje okazały się bardzo poważne, nie tylko z punktu widzenia naukowego, ale przede wszystkim dlatego, że dzięki wolnemu czasowi spędzonemu na przemieszczaniu się z miejsca na miejsce miał możliwość rozmyślania nad kwestiami społecznymi. Myśli te wywarły decydujący wpływ na jego dalsze losy. W tamtym czasie Kropotkin pracował nad dziełem o geografii fizycznej Rosji uwzględniającym zjawiska ekonomiczne. Marzył o stanowisku głównego sekretarza Towarzystwa Geograficznego, gdyż to zapewniłoby mu warunki sprzyjające dla wykonania tej pracy. "I oto na jesień 1878, kiedy pracowałem w Finlandii i pieszo zbliżałem się powoli ku zatoce Fińskiej, wzdłuż budującej się drogi żelaznej, poszukując skrzętnie pierwszych niezaprzeczalnych śladów morza z epoki lodowej - otrzymałem depeszę od Towarzystwa Geograficznego tej treści: «Rada prosi pana o przyjęcie stanowiska Sekretarza». Marzenia moje zostały spełnione. Ale od pewnego czasu inne myśli i inne dążenia opanowały mój umysł. Jakież prawo miałem do tych szlachetnych rozkoszy twórczości naukowej, kiedy dokoła mnie nędza i walka o kęs suchego chleba? Wszystko, co będę zużywał, aby móc żyć w świecie wysokich porywów, musi nieodzownie zostać odjęte od ust tych biedaków, którzy wytwarzają zboże i którzy sami nie mają dosyć chleba dla swych dzieci. Komuś kęs chleba musi być odjęty, gdyż ogólna wytwórczość ludzka, jest jeszcze zbyt niska. Wiedza jest wielką potęgą. Trzeba, aby człowiek nią zawładnął. Ale już dzisiaj wiadomości nasze są niemałe. Jakiż byłby rezultat, jeśli te wiadomości, i tylko te, stałyby się udziałem wszystkich? Czy rozwój nauki nie postępowałby wówczas susami, a ludzkość w dziedzinie wytwórczości, wynalazków i twórczości społecznej nie kroczyłaby naprzód krokami olbrzyma z szybkością, którą ledwie jesteśmy w stanie dziś sobie wyobrazić? Masom potrzebna jest wiedza, one chcą się uczyć, one mogą się uczyć". Po poważnym zastanowieniu, odtelegrafował odmownie - i był to drugi przełomowy krok jego życia. W konsekwencji, kiedy w 1871 r. umarł jego ojciec, mający ogromny wpływ na życie Piotra, ostatecznie rezygnuje z kariery naukowej i angażuje się w ruch rewolucyjny. Nie znaczyło to zupełnego wyrzeczenia się pracy naukowej. Przeciwnie, przez całe życie wolne chwile Kropotkin poświęca pracom z dziedziny geografii i geologii, uważając je za najmilsze wytchnienie po trudach działalności społecznej. Bezpośrednio po porzuceniu drogi naukowej nastąpił okres krystalizowania się poglądów społecznych. Odziedziczył po ojcu ziemię i zastanawiał się czy nie osiąść na swoich włościach i nie zacząć organizować radykalnego ruchu chłopskiego. Zapoznawszy się jednak w wieku lat trzydziestu z literaturą socjalistyczną, która czyni na nim wielkie wrażenie, stwierdza: "Czytałem całe dnie i noce jednym tchem i wrażenie, które wyniosłem, było tak głębokie, iż nigdy i niczym się nie zatrze", a dalej "jeśli chcemy zapoznać się z socjalizmem, w książkach znajdziemy niewiele tych wiadomości, jakie nas najbardziej interesują. Książki zawierają teorie i argumenty socjalizmu, ale nie dają one pojęcia o tym, jak robotnicy przyswajają sobie argumenty społeczne, ani jak te ostatnie mogą być urzeczywistnione. Po to musimy sięgnąć do stosu gazet i czytać je od deski do deski. Im więcej czytałem, tym silniej przekonywałem się, iż stoi przede mną nowy świat, całkiem nieznany uczonym, autorom teorji socjologicznych, świat ten mogłem poznać tylko przez osobiste obcowanie z międzynarodowym stowarzyszeniem robotniczym i przez przyglądanienie się jego powszedniemu życiu". Pragnie nawiązać bliższe kontakty z ruchem robotniczym, zatem w lutym 1872 r. wyjeżdża do Szwajcarii, gdzie jego poglądy polityczne ulegają ostatecznej krystalizacji. W Zurychu zapoznaje się ze słynną ze swych niezależnych poglądów sekcją Międzynarodówki tzw. Federacją Jurajską, do której głównie należeli zegarmistrzowie. Federacja, pozbawiona ambicji politycznych, bez podziałów na liderów i szeregowych członków, będąc pod wpływem Bakunina, występowała z ostrą krytyką socjalizmu państwowego, zdając sobie sprawę, iż grozi mu przekształcenie w despotyzm ekonomiczny, jeszcze straszniejszy od politycznego. Kropotkin poznaje m.in. Jamesa Guillame'a, jednego z najbliższych współpracowników Bakunina. "Uznanie zupełnej równości wszystkich członków federacji - powiada Kropotkin - niezawisłość sądów i sposobu ich wyrażania, jaką spostrzegłem wśród tych robotników, nieograniczone ich poświęcenie dla sprawy ogólnej, zjednywały im silnie moje uznanie. I kiedy opuszczałem góry - pogląd mój na socjalizm wyrobił się już ostatecznie - zostałem anarchistą". Wstąpił do Międzynarodówki. Przebywał w tamtym czasie bardzo blisko Bakunina, który niedługo umrze, lecz jak na ironię - nigdy go nie spotkał osobiście. Był jednak pod sporym wrażeniem jego poświęcenia się rewolucji w jej społecznym wymiarze, a nie politycznym reformom. Pisze: "Zacząłem rozumieć, że rewolucja, czyli okres nagłej przyspieszonej ewolucji i nagłych zmian, jest równie naturalna dla społeczeństwa ludzkiego jak powolna ewolucja, która trwa nieprzerwanie. A za każdym razem kiedy taki okres przyspieszonej ewolucji i rekonstrukcji zaczyna się na wielką skalę, wzrasta prawdopodobieństwo wybuchu mniejszej lub większej wojny domowej. Pojawia się wtedy pytanie nie tyle o to, jak uniknąć rewolucji, lecz o to, jak uzyskać najlepsze wyniki przy jak najbardziej ograniczonej wojnie, jak najmniejszej liczbie ofiar i przy minimum wspólnych rozczarowań. Na uzyskanie takiego efektu jest tylko jeden sposób - a mianowicie uciskana część społeczeństwa powinna mieć jak najwyraźniejszą wizję tego, co zamierza uzyskać i na co się zgodzić, oraz że powinna być przepojona entuzjazmem koniecznym do tego osiągnięcia." Kropotkin wraca do kraju w maju i angażuje się w Petersburgu w prace słynnego w dziejach rosyjskiego ruchu rewolucyjnego kółka młodzieży rosyjskiej, zwanego od nazwiska swego założyciela kółkiem "Czajkowców". Ruch, nazywany wówczas w Rosji ruchem nihilistycznym, stawiał sobie za cel pracę samokształceniową w bardzo szerokim zakresie, organizował wykłady i korepetycje. Nihiliści spotykali się w kółkach, dyskutując zarówno o polityce, społeczeństwie, jak i o literaturze, czy badaniach naukowych. Kropotkin nazywa tych parę lat najszczęśliwszym okresem swego życia: "Nie zapomnę nigdy - powiada - tych dwóch lat pracy w kółku Czajkowców. Życie upływało mi na gorączkowej pracy. Poznałem ten potężny rozpęd życia, kiedy każdej sekundy czujesz naprężone drganie wewnętrznego ja - ten rozpęd, dla którego jedynie warto żyć. Tworzyliśmy jakby rodzinę, której członkowie tak ściśle byli zjednoczeni ze sobą wspólnymi celami i wzajemne stosunki pomiędzy nimi były przeniknięte taką głęboką miłością ludzkości i taką subtelną delikatnością, że nie przypominam sobie ani jednej chwili, w której życie naszego kółka zostałoby zamącone choćby przez drobne nieporozumienie." Samokształcenie ułatwiano młodzieży w całej Rosji. Wszędzie w kraju powstawały analogiczne kółka. Rozpowszechniano i wydawano sprowadzaną nielegalną literaturę socjalistyczną. Następnie Czajkowcy przystąpili do szerzenia oświaty wśród robotników i chłopów w duchu wyzwoleńczym. Organizacja ta, mająca w swym gronie szereg wybitnych jednostek, np. Zofię Perowską, wyróżniała się od innych zrzeszeń młodzieży wielką wagą, jaką przypisywała zagadnieniom etycznym i wyrobieniu moralnemu członków. Przyjmowano wyłącznie ludzi bezwzględnie szczerych, wypróbowanych, wzbudzających pełne zaufanie - chodziło o jakość, a nie o liczbę. Członkowie rekrutowali się przeważnie - i to jest tu charakterystyczne - z młodego pokolenia arystokracji i burżuazji rosyjskiej. Młodzież ta, wyznając wraz z Niekrasowem, iż "gorzki jest chleb zawdzięczany pracy niewolników" wyrzekała się bogactwa swych ojców, nagromadzonych pracą chłopów pańszczyźnianych, lub wyzyskiwanych w fabrykach robotników. Szła wśród lud, żyjąc jego życiem i zarabiając na chleb najcięższą pracą fizyczną. Nie był to ruch zorganizowany, ale żywiołowy - jeden z tych ruchów masowych, które występują w chwili przebudzenia się sumienia ludzkiego. "Dzięki temu - powiada Kropotkin - młodzież ta wyznawała socjalizm nie abstrakcyjny, ale socjalizm czynu. Nie zadawalała się zatem twierdzeniem, jak się to dzieje gdzie indziej, paru zasad, np. wyższości własności uspołecznionej nad własnością prywatną i szerzeniem agitacji politycznej w celu zdobycia władzy, ale prowadziła sposób życia, nie różniący się od życia robotników, nie czyniła różnicy w kole koleżeńskim pomiędzy «moim», a «twoim» i nie korzystała z majątków, otrzymywanych w spadku po rodzicach." W roku 1874 rozpoczęły się aresztowania wybitniejszych jednostek kółka petersburskiego. W marcu 1874 policja rosyjska przeszukała mieszkanie jednego z moskiewskich studentów, gdzie znaleźli kopie rewolucyjnego manifestu autorstwa Kropotkina. Piotr dowiedział się o tym i planował uciec z kraju, lecz nie zdążył zbiec zatrzymany terminem posiedzenia Towarzystwa Geograficznego, na którym miał przedstawić jedną ze swych prac. Policja złapała go i przeszukała jego mieszkanie. Znaleźli pamiętnik, mnóstwo książek i pism, które były dowodami winy. Długo przesłuchiwano Kropotkina, nie udzielał żadnych informacji, więc policja dała łapówki jego współpracownikom, którzy złożyli fałszywe zeznania. Według innych źródeł członek koła, do którego należał Kropotkin okazał się być szpiegiem. W marcu 1874 r. skazano Kropotkina na pobyt w Twierdzy Pietropawłowskiej, gdzie został wysłany w kwietniu. Spędził dwa lata w oczekiwaniu na proces. Osadzono go w celi izolacyjnej w bardzo ciężkich warunkach, które mocno nadszarpnęły jego zdrowie. Nie miał kontaktu z ludźmi, brakowało mu również literatury. Jego brat Aleksander został aresztowany zaraz po odwiedzinach Piotra, za próbę wysłania listu za granicę i zesłany na Syberię. We wrześniu Towarzystwo Geograficzne wystąpiło z prośbą do władz więzienia, by pozwolili Kropotkinowi pracować nad kilkoma geograficznymi dokumentami, rezultat tych prac został opublikowany w 1876 r. Otrzymuje do swej dyspozycji bibliotekę Towarzystwa Geograficznego i kontynuuje pisanie prac naukowych. W 1875 r. Twierdza coraz bardziej zapełniała się więźniami politycznymi. W grudniu 1876 roku Ministerstwo Sprawiedliwości rozkazało przenieść Kropotkina do aresztu w Petersburgu i po 21 miesiącach opuścił on Fortecę. Po przeniesieniu do innego więzienia warunki socjalne poprawiły się, choć Kropotkin mocno podupadał na zdrowiu. Jego cela była bardzo mała, zaczął chorować na klaustrofobię. W maju, na prośbę siostry Kropotkina - Jeleny, która martwiła się o jego zdrowie, został przeniesiony do Szpitala Wojskowego w Petersburgu, gdzie poczuł się o wiele lepiej. Podczas jego rekonwalescencji, w końcu czerwca, przyjaciele Kropotkina wymyślili śmiały plan ucieczki w biały dzień i w wyniku współpracy ze współwięźniami udało mu się uciec ze szpitala. Opis tej zuchwałej przeprawy znaleźć można w pamiętnikach, skreślony, jak zawsze, z wielką prostotą - nie jest pozbawiony elementu humoru, a nawet sensacji. Cały Petersburg rzekomo postawiono na nogi, gdyż car pałał szczególną zawziętością do swego byłego pazia. Więzień w przebraniu dostał się statkiem przez Finlandię do Anglii. Początkowo chciał powrócić do Rosji i tam kontynuować działalność rewolucyjną, po jakimś czasie jednak zmienił zdanie - i pozostał na wygnaniu przez następne 42 lata. Wspominał: "Zacząłem przyglądać się dopiero co powstającemu wtedy na zachodzie ruchowi anarchistycznemu i uznałem, że bardziej się przydam młodemu ruchowi pomagając mu nadać odpowiedni kierunek działań, niż w Rosji, gdzie byłem za dobrze znany, by móc uprawiać propagandę, zwłaszcza między chłopami i robotnikami. Wkrótce, kiedy ruch w Rosji przeszedł do podziemia, pozostał w konspiracji i z bronią w ręku walczył przeciwko represyjnemu systemowi, z konieczności porzucił wszystkie koncepcje masowego ruchu rewolucyjnego, podczas kiedy mi coraz bliżej było do zmagających się z życiem codziennym mas robotniczych. W Rosji nie udałoby się bezpośrednio wspierać robotników w ich walkach dla korzyści całego ruchu robotniczego, pogłębiać i poszerzać idee i zasady, które położyłyby podstawy dla zbliżającej się rewolucji, i szerzyć je wśród robotników nie jako przykaz ze strony ich liderów, ale jako wynik ich własnych poglądów, obudzonych z ich własnej inicjatywy w momencie kiedy zostali powołani na historyczną arenę do zbudowania równego i sprawiedliwego typu organizacji społecznej. W związku z tym dołączyłem do tych kilku osób, które w tym duchu pracowały w Europie Zachodniej i chciałem wesprzeć je w ich kilkuletniej walce." Kontaktuje się z wydawcami gazet naukowych, do których pisywał wcześniej, z którymi podejmuje współpracę, dzięki której stać go będzie na zapewnienie sobie skromnego bytu. Opuścił Rosję nie mając niczego, jego majątki zostały skonfiskowane i od tego czasu do końca życia będzie starał utrzymywać się z prac naukowych, odmawiając brania wynagrodzenia za aktywność w ruchu anarchistycznym, mimo że często dopadała go bieda. W ciągu kolejnych lat podróżuje po Europie i nawiązuje wiele kontaktów. Nie pozostaje długo w Anglii, twierdząc, że cierpiał i nie mógł pracować przez brytyjskie "życie bez koloru, atmosferę bez powietrza i niebo bez słońca". W styczniu 1877 roku przeniósł się zatem do regionu Neuchatel w Szwajcarii, gdzie znów poświęcił się pracy na rzecz Federacji Jurajskiej, w której wkrótce po śmierci Bakunina (1876) zaostrzył się konflikt pomiędzy anarchistami, a autorytarnymi marksistami. Pisze o nim Kropotkin: "Rozdźwięk pomiędzy marksistami i bakunistami nie był bynajmniej sprawą ambicji osobistych. Był wyrazem nieuniknionego starcia się zasad federalizmu i centralizmu, wolnej komuny z ojcowskim rządem państwa, swobodnej, twórczej działalności mas ludowych z dążeniem do ustawowej reformy istniejących stosunków wytworzonych przez ustrój kapitalistyczny. Było to wreszcie starcie łacińskiego ducha z germańskim Geist, który pokonawszy Francję na polu bitwy, pożądał teraz przewodnictwa w dziedzinie nauki, polityki, filozofii, a także socjalizmu, przeciwstawiając swoje jakoby «naukowe» pojmowanie socjalizmu «utopijnemu» socjalizmowi innych." Większość Rosjan, których spotkał za granicą, stała się zwolennikami Marksa, on zaś znalazł przyjaciół pomiędzy James Guilliame'm, świetnie wykształconym intelektualistą, autorem wielu prac; Elisée Réclusem, wybitnym francuskim geografem na wygnaniu; Errico Malatestą, włoskim anarchistą, zwolennikiem Bakunina. W tym czasie poznał młodą rosyjską studentkę, Zofię Grigoriewną, przebywającą również na wygnaniu, z którą wkrótce potem się ożenił. Zaczął pisać do Bulletin de la Federation Jurassienne oraz do Imperial Geographic Society. Poznał aktywistę Paula Brousse'a, z którym przygotował demonstrację w Brnie 18 marca, której celem było wywołanie skandalu przez niesienie zakazanych czerwonych flag. Policja zabrała demonstrantom wszystkie flagi, co doprowadziło do zamieszek, w wyniku których zostało rannych siedmiu policjantów. Po demonstracji liczba członków Federacji podwoiła się, gdyż ludzie byli oburzeni brutalnością policji. We wrześniu Kropotkin wziął udział w ostatnim spotkaniu Międzynarodówki. Tydzień później planował wziąć udział w Powszechnym Kongresie Socjalistycznym w Genewie, lecz dowiedziawszy się, że poszukuje go policja, uciekł ponownie na krótki czas do Anglii. W 1878 r. dzięki pracy w Federacji Jurajskiej Kropotkin opracował swój pierwszy program polityczny, a rok później próbował zreorganizować Federację, gdyż uważał, że nie jest już w stanie podnieść jakiegokolwiek buntu. Jego działania odniosły skutek po październikowym kongresie federacji, gdzie Kropotkin wygłosił przemowę m.in. o tym, że anarchiści nie powinni tworzyć partii politycznych. Analizując ruch anarchistyczny Kropotkin twierdził, że poza znaczeniem politycznym i ekonomicznym wciąż brakuje mu głębszej interpretacji. Filozoficzna oraz naukowa perspektywa ułatwiła mu próbę syntezy, w której wykluła się kluczowa dla Kropotkina zasada kooperacji i wolności, obecna we wszystkich jego późniejszych pracach, również naukowych. Ten okres oceniał tak: "Powoli zacząłem zdawać sobie sprawę, że anarchizm prezentuje więcej, niż tylko nowy sposób działania i nową koncepcję wolnego społeczeństwa - to część filozofii przyrody i filozofii społecznej, która musi być rozwijana nie tak, jak metafizyczne czy dialektyczne zasady używane przez dotychczasowe nauki społeczne, lecz jak nauki ścisłe. Jednak nie na śliskim gruncie samych analogii, jak u Herberta Spencera, ale na solidnej bazie indukcji, w odniesieniu do ludzkich instytucji." W roku 1880 Kropotkin był już główną postacią Federacji, która zmieniała nieco poglądy wykształcone przez Bakunina. W lipcu 1881 r. wybrał się na Międzynarodowy Kongres Anarchistyczny w Londynie. W tym czasie zajął się na dużą skalę dziennikarstwem, pisał do biuletynu Federacji, ale również do Arbeiter Zeitung, L'Avant-Garde, La Justice i zaczął wydawać co dwa tygodnie swoje własne pismo La Revolte, które z czasem staje się najbardziej znanym pismem anarchistycznym. Jego tytuł z powodu prześladowań i zakazów zmieniał się na La Révolte, a następnie na Les Temps Nouveaux. Jeden cykl artykułów, zebrany później przez Réclusa, ukazał się w formie książkowej pt. Wyznania Zbuntowanego (w przekładzie polskim wyszedł tylko jeden rozdział Do Młodzieży). Drugi cykl o charakterze pozytywno-twórczym, tworzy książkę Zdobycie Chleba, która mimo że mówi o wywłaszczeniu, budziła entuzjazm nawet wśród sfer uprzywilejowanych. W 1881 roku pisał do Kronik Newcastle o uwłaczających warunkach życia chłopów w Rosji oraz o korupcji rosyjskiego rządu. Władze szwajcarskie niechętnym okiem patrzyły na emigrantów rosyjskich w ogóle, a na wybitnych działaczy w szczególności. Krótko po zabójstwie cara Aleksandra II w 1881 r. szwajcarskie władze odmawiają Kropotkinowi prawa do dalszego pobytu na ziemiach "wolnej" rzeczpospolitej helweckiej. Możliwe, że stało się to na zlecenie rosyjskich władz, które nieustannie wysyłały śledzących Kropotkina agentów, którzy grozili mu śmiercią. Ponownie znajduje schronienie w Wielkiej Brytanii, gdzie przez rok kontynuuje pisanie oraz prowadzi wykłady, na których jednak stawia się mała publiczność. Zainteresowanie radykalnymi ideami przechodzi kryzys. W 1883 r., głównie z powodów zdrowotnych, przenosi się do francuskiego miasteczka Thonon, gdzie kontynuuje wydawanie gazety anarchistycznej, równolegle pisząc do Encyclopedia Britannica. Jego prace geograficzne zostają zauważone przez British Royal Geographical Society, jednak Kropotkin odmawia członkowstwa w Stowarzyszeniu, ze względu na niechęć do królewskich instytucji. Krótko potem w Lyonie odbywa się demonstracja, podczas której doszło do wybuchu kilku bomb. Kropotkin zostaje aresztowany wraz z 60 innymi anarchistami przebywającymi na terenie Francji, chociaż nie ma nic wspólnego z całym wydarzeniem. Wszyscy zostają skazani za przynależenie do nie istniejącej już Międzynarodówki. Po wspólnym procesie w Lyonie, przy histerycznej reakcji prasy, zostaje skazany na pięcioletnie więzienie, wraz z innymi czterema oskarżonymi. Więzień miał już ustaloną w Europie sławę wielkiego uczonego, dzięki czemu wyrok ten nabrał rozgłosu i poruszył opinię publiczną. Uczeni i artyści angielscy m.in. Herbert Spencer i poeta Swinburne, a także Wiktor Hugo, oraz Georges Clemenceau (późniejszy minister), piszą do prezydenta francuskiego petycję o amnestię, a Francuska Akademia Nauk oddaje do dyspozycji niezwykłego więźnia swą bibliotekę. To samo czyni uczony i wolnomyśliciel Ernest Renan. Kropotkin może spotykać się z żoną Zofią, czytać niepolityczną literaturę i pisać na ograniczonych zasadach. Trzyletni pobyt w reformowanym więzieniu w Clairvaux, które Kropotkin zalicza do jednego z najlepiej urządzonych więzień europejskich, daje mu sposobność do napisania ciekawych studiów pod tytułem: W rosyjskich i francuskich więzieniach oraz Więzienia i ich moralny wpływ na więźniów, w którym dochodzi do wniosku, iż wpływ tego "wzorowego" więzienia, gdzie w traktowaniu więźniów nie było ani śladu chęci odwetu i gdzie przyznawano im dość duży stopień swobody (możliwość pisania i czytania, kupowania jedzenia, a nawet wina, brak nakazu pracy, możliwość spędzania czasu w ogrodzie) nie jest lepszy, a nawet może jest gorszy od wpływu zwykłych więzień rosyjskich w ich strasznych, brudnych norach. Wszystkie więzienia bez różnicy nazywa autor "uniwersytetami występku", "jaskiniami zepsucia", utrzymywanymi przez państwo, pod pretekstem "okiełznania" występnych instynktów ludzkich. Cały nakład od razu został wykupiony i zniszczony przez rosyjskich agentów.


W końcu, w styczniu 1886, francuski rząd pod presją opinii publicznej wydaje akt ułaskawienia i wydala Kropotkina z kraju. Po zwolnieniu w 1886 roku po raz trzeci przenosi się do Anglii, zamieszkuje niedaleko Londynu. Rodzi się wtedy jego jedyna córka, Aleksandra, która daje mu wiele radości, zakłóconej jednak wieściami o samobójstwie ukochanego brata Aleksandra na dalekiej Syberii. Mimo licznych chorób nabytych w więzieniu bierze czynny udział w ruchu robotniczym, a równocześnie prowadzi wytężoną pracę publicystyczną i naukową, czym zarabia na życie. W tym czasie pisze większość swoich książek poświęconych tematyce społecznej. Współpracuje z najlepszymi czasopismami angielskimi, wydaje również pismo anarchistyczne Wolność, z którego część artykułów wydana była później w tomie Zdobycie chleba. Kontynuuje również wydawanie La Révolte. Niemal wszystkie swe prace, zarówno z zakresu przyrodoznawstwa, jak i z teorii anarchizmu, drukuje w formie artykułów w słynnym miesięczniku angielskim Nineteenth Century (Pola, fabryki, zakłady, Wielka Rewolucja Francuska, Wspomnienia rewolucjonisty, Moralność anarchistyczna). Ponadto przyjmuje udział w opracowywaniu Wielkiej Encyklopedii Brytyjskiej, a także Wielkiej Encyklopedii Geograficznej, redagowanej przez jego przyjaciela Reclusa. Tomy V i VI, poświęcone Azji i Rosji, są przeważnie jego pióra. Z czasów londyńskich pochodzi słynna filozofia, wyłożona w książce pod tytułem Pomoc Wzajemna jako czynnik rozwoju - najlepiej znane dzieło Kropotkina, publikowane początkowo jako seria artykułów w gazecie Nineteenth Century w Londynie. Teoria ta stanowi istotny rdzeń światopoglądu Kropotkina i ideową podstawę wszystkich ruchów wolnościowych, to przede wszystkim ona zyskała swemu obrońcy prawo do nieśmiertelnej sławy. Kropotkin wskazuje wiele przykładów współpracy zaobserwowanych podczas syberyjskich wypraw i to zarówno współpracy wewnątrzgatunkowej jak i między gatunkami. Poglądy te określał mianem anarchizmu naukowego, streścił je też w znanym aforyzmie: Anarchia matką porządku. Do czysto negatywnej roli, jaką państwo spełnia w rozwoju dziejowym powraca Kropotkin niejednokrotnie i poświęca mu specjalne studium "Państwo i jego rola historyczna". W Polsce podobne poglądy znalazły obrońcę w Edwardzie Abramowskim. Na wiosnę 1896 roku Kropotkin został zaproszony do Francji, by pomóc w odnowie La Revolte, a rok później Brytyjskie Towarzystwo dla Rozwoju Nauki zaprosiło go do Kanady, skąd Kropotkin udał się w podróż po USA. Udzielił kilka wykładów o Pomocy Wzajemnej m.in. w Bostonie i w Nowym Jorku, które opublikował później The Atlantic Monthly. Wybrał się też ze specjalną wizytą do Pittsburga, by spotkać się z Alexandrem Berkmanem, jednak nie dostaje zgody na odwiedziny przebywającego wówczas w więzieniu amerykańskiego anarchisty. W 1901 r. ponownie odwiedził Stany, podróżuje aż do Chicago, daje wykłady o literaturze rosyjskiej i anarchizmie na wiodących uniwersytetach w Nowym Jorku, Bostonie, jak również na Harvardzie. Kropotkin przy pomocy notatek wykładał po angielsku, z silnym brytyjskim akcentem, ze szczerością, przekonując do siebie licznie przybywająca na każdy wykład i zadającą wiele pytań publiczność. Mianowany członkiem Angielskiej Akademii Nauk, otrzymuje propozycję objęcia katedry geografi w Cambridge, ale pod warunkiem, iż wyrzeknie się działalności anarchistycznej - nie trudno zgadnąć, jaką odpowiedź spotkała ta propozycja.


Od 1901 roku coraz bardziej angażuje się w sprawy rosyjskie, m. in. współtworzy pismo anarchistyczne Chleb i wola (Khleb i volia) w 1903 roku, choć nie zgadzał się z niektórymi poglądami tam wyrażanymi. Pismo przestało wychodzić w 1905 r. W tym samym roku wybuchło powstanie ludowe w Rosji i Kropotkin miał nadzieję, że powróci do ojczyzny. Na razie jednak musiał poprzestać na pomocy z zagranicy, publikując w Londynie gazetę o białym terrorze. W tym czasie jego dom staje się bazą dla rosyjskich uchodźców, bez względu na przekonania. W roku 1907 całkowicie rezygnuje z dziennikarstwa i poświęca się pisaniu książek. W latach 1909 - 1914 jego zdrowie uległo pogaszeniu, w związku z tym zaczął spędzać zimy we Włoszech i Szwajcarii, by ominąć niekorzystne dla niego kaprysy angielskiej pogody. Przepowiedział niejako pierwszą wojnę światową, jeszcze dużo wcześniej zalecając francuskim towarzyszom przeciwstawienie się rozbudowie armii, gdyż obawiał się niemieckiego militaryzmu. Opowiedzenie się za aliantami doprowadziło do odwrócenia się od Kropotkina wielu współpracowników, wedle których wojna była kontynuacją nacjonalistycznej i prokapitalistycznej polityki obu stron. Postawa Kropotkina podzieliła ruch anarchistyczny. W 1917 r. po rewolucji Kiereńskiego Kropotkin, pomimo że jest już siedemdziesięciopięcioletnim starcem, schorowanym i szczególnie wrażliwym na zmiany klimatyczne - nie waha się ani chwili wyruszyć w długą podróż i niezmiernie uciążliwą w warunkach wojennych i wraca do Rosji. Pojawił się w Piotrogrodzie 30 maja 1917 r., gdzie został gorąco przywitany. Zrazu cieszy się atencją i poważaniem ze strony nowych władz. Kiereński wielokrotnie się z nim konsultuje. Kropotkin pojawia się we wszystkich demokratycznych zjazdach, gdzie namawia do odnowienia militarnej ofensywy. Rozpoczyna też wraz z grupą przyjaciół pracę w duchu federalistycznym, zmierzającą do ułatwienia poszczególnym narodom wchodzącym w skład imperium rosyjskiego uzyskanie niezależności i utworzenie federacji na prawach równości. Udowadnia, iż jest to koniecznością dziejową z punktu widzenia historycznego, etnograficznego i ekonomicznego. Opracowuje również projekt federacji wewnętrznej wolnych stowarzyszeń wytwórców i spożywców. Jednak po ostatecznym dojściu do władzy bolszewików odsuwa się w cień, tym bardziej, że jego zdrowie jest już znacznie nadwątlone. Po naciskch Czeka przeprowadza się wraz z żoną i córką do Dymitrowa, do pięciopokojowego drewnianego domu, w ogrodzie hoduje krowę. Jest bardzo lubiany przez miejscową ludność. Jego rodzina narzeka na brak środków do życia, gdyż otrzymują przydział jedzenia jak dla jednego starca, mimo że Kropotkin jest ciężko chory, ale jako wieloletni anarchista nie zamierza on o nic prosić rządu. Zrobili to jego przyjaciele, początkowo bez sukcesu, dopóki prośba nie doszła do Leninia, który nakazał lokalnym władzom zwiększyć racje żywnościowe oraz zezwolić na zatrzymanie krowy. Kropotkin odcina się od bolszewickich rządów. Niewiele informacji przedostało się do Europy Zachodniej o tym, jak Kropotkin reagował na poszczególne posunięcia nowych władz. Znamy zaledwie parę listów z tych czasów, które oczywiście przechodziły przez cenzurę. Kropotkin u schyłku swego życia przeżywa sprawdzenie się jego poglądów o bezsilności każdego rządu dla wprowadzenia do życia istotnych zmian za pomocą dekretów, nawet jeśli mianuje się arcyrewolucyjnym. Ważny dokument stanowi list z 1919 r. do robotników Zachodu, w którym Kropotkin między innymi pisze:


"Olbrzymiej pracy twórczej, której wymaga przewrót społeczny, nie może dokonać rząd centralistyczny(...) Potrzeba doświadczenia, mózgów i dobrowolnej współpracy masy sił lokalnych i fachowych, gdyż one jedynie mają możność bezpośrednio rozwiązywać różne zagadnienia ekonomiczne w warunkach miejscowych. Odrzucenie tego współdziałania i zdanie się na geniusz dyktatorski partii - znaczy zniszczenie zarodków wolnego życia, jakimi są związki zawodowe i lokalne spłódzielnie i zamienienie ich na organy biurokratyczne partii, jak to się już stało obecnie. Ale tym sposobem uniemożliwia się przebudowę stosunków społecznych. Dlatego poczuwam się do obowiązku przestrzec was, abyście nie zapożyczali tej metody." Jednak mimo braku akceptacji dla bolszewickich rządów, Kropotkin jeszcze bardziej żywiołowo przeciwstawia się interwencji zachodniej lub ruchom antyrewolucyjnym. Anarchistom radzi odbudowanie ruchu w formach związkowych i pozarządowych stowarzyszeniach. Młodym anarchistom zagranicą poleca dołączenie się do walk syndykalistycznych, jako do najlepszego środka realizacji anarchistycznych celów. W innym liście pisze: "uczymy się w Rosji, w jaki sposób komunizm nie powinien być wprowadzany, nawet w kraju, gdzie ludność przemęczona dawnymi stosunkami społecznymi, nie przeciwstwia czynnego oporu eksperymentom nowych rządów". A gdzie indziej z wrodzonym sobie optymizmem dodaje: "Błędy centralistyczne, popełnione przez przewrót rosyjski przyczynią się niewątpliwie do unikania ich przez robotników innych krajów." Jeśli wziąć pod uwagę okrucieństwo z jakim rząd bolszewicki tępił anarchistów, zwłaszcza po powstaniu kronsztadzkim, należy stwierdzić, iż w stosunku do Kropotkina na ogół zachowywał się poprawnie, zadowoliwszy się odsunięciem go od szerszych wpływów. W latach 1918 -1921 krążyły pogłoski, iż Kropotkin został aresztowany przez bolszewików, lecz była to nieprawda. Liga Federalistów zmuszona była zawiesić jednak swą działalność. W tym czasie otrzymał jeszcze parę propozycji pracy ze strony zachodnioeuropejskich uniwersytetów. Zdrowie nie pozwoliło mu jednak przyjąć żadnej z nich. Powraca do swych prac teoretycznych. Ostatnie trzy lata swego życia poświęca Kropotkin pracy nad zagadnieniami etyki. Praca ta ściśle się wiąże z jego dziełem Pomoc wzajemna, jako czynnik rozwoju i była już rozpoczęta przed wielu laty słynnym studium pod tytułem Moralność anarchistyczna. W liście, pisanym niespełna na rok przed śmiercią (2. V. 1920), stwierdza, iż "powróciłem do tej pracy dlatego, iż uważam opracowanie nowej etyki za rzecz bezwzględnie potrzebną". Śmierć nie pozwoliła mu dokończyć tej pracy. Wyszła w wydaniu pośmiertnym pod redakcją Lebedjewa po rosyjsku i niemiecku w formie nieskończonej, zwłaszcza tom II w formie materiałów, ostatecznie niedopracowanych. Jest to dzieło historyczno-krytyczne o szerokim zakresie. Wszystkie systemy etyki, od czasów najdawniejszych, zostały prześwietlone z Kropotkinowskiego punktu widzenia, którego treścią istotną jest przeświadczenie, "iż etyka, to jest poczucie tego, co jest dobre, a co jest złe, nie ma charakteru nadprzyrodzonego, jest niezależną od wszelkich systemów religijnych, gdyż rodowód swój wiedzie od instynktu społecznego zwierząt". Po ciężkim zapaleniu płuc Kropotkin umarł w wieku 78 lat, 8 lutego 1921 roku, w swoim domu w Dymitrowie. Bliscy zmarłego odmówili przyjęcia ofiarowanego przez Lenina pogrzebu na koszt państwa i pochówku w murze kremlowskim. Zamiast tego jedna zgrup anarchistycznych z Moskwy zorganizowała pogrzeb w domu związkowym. W wyniku protestów bolszewicy wypuścili na czas pogrzebu więzionych anarchistów. Pogrzeb gromadzi 100 tysięcy osób, staje się też po części demonstracją polityczną, dwugodzinnym przemarszem. Jego uczestnicy niosą m. in. transparenty Anarchiści domagają się zwolnień z kazamatów socjalizmu, Uwolnić z więzień przyjaciół i towarzyszy Kropotkina, Gdzie jest władza, tam nie ma wolności. Przy grobie mowę wygłosiła amerykańska anarchistka Emma Goldman, przedstawiciele uwolnionych anarchistów, tołtstojowców, organizacji naukowych i związkowych, studentów... Wielu badaczy wskazywało, że była to ostatnia w historii Związku Radzieckiego duża demonstracja, a na pewno ostatnie zgromadzenie anarchistów. Mały dom Dymitrowa został przekazany przez rząd wdowie na jej własny użytek. Moskiewski dom w szlacheckiej kamienicy z 6 kolumnami, w którym urodził się Kropotkin, został przekazany żonie i przyjaciołom, którzy urządzili w nim Muzeum Kropotkina. Znalazły się w nim książki, pisma i dobytek Kropotkina, utrzymywany przez przyjaciół i wielbicieli z całego świata. W 1938 r. Muzeum zostało zamknięte na rozkaz Stalina. O Kropotkinie, znanym z fotografii głównie takim, jaki był pod koniec - życia prawie łysy, z szerokim czołem i krzaczastymi brwiami, o jasno niebiesko-szarych oczach patrzących znad okularów - mówiono, że nigdy nie robił różnic pomiędzy ludźmi; nie ważne czy jadał z arystokratami czy z robotnikami, zawsze był otwarty, szczery, nigdy nie stawiał się w centrum uwagi, ani nie przejawiał nawet cienia skłonności przywódczych. Kropotkin wywarł przede wszystkim ogromny wpływ na późniejszy ruch anarchistyczny, m. in. na myślicieli Errico Malatesta czy Élisée Reclus. Stawia się go w jednym rzędzie z Michałem Bakuninem i Pierre Proudhonem jako jednego z ojców nowożytnego anarchizmu. Życiorys Kropotkina, a zwłaszcza jego autobiografia pt. Wspomnienia rewolucjonisty wywarły duże wrażenie na wielu twórcach. Jako ulubioną lekturę przytaczali je m.in. Franz Kafka i Edward Stachura. Jego pozageograficzne badania naukowe przez długi czas były niedoceniane. Wielokrotnie przytacza się je jednak dzisiaj - przy okazji np. teorii gier, a także teorii ewolucyjnych.

 

 

Opracowanie Agnieszka Mróz

Trojka story

 

No tak, skoro mamy okrągłą rocznicę to przydałby się  jakiś tekst okolicznościowy, jakaś historyczna wspominka wyliczająca osiągnięcia i wspaniały rozwój pośród burz i zamieci, których przez ten czas było sporo. Lata wspólnych zamierzeń i ich realizacji z wieloma ludźmi, ciężko jednak zamknąć w jakimś skondensowanym i ograniczonym jak CV podsumowaniu. Do tego pojawia się mały problem z wyznaczeniem konkretnej daty początkowej całej tej historii. Dla jednych to będzie okres gdy Trojka zaczęła wydawać książki, jeszcze dla innych gdy stała się firmą, to znów gdy pojawiły się pod tą nazwą pierwsze wydawnictwa itd. Trzeba więc przyjąć, że te 20 lat to bardzo umowny wiek bo równie dobrze mogłoby być o 5 lat więcej lubo 10 mniej. Tutaj skupimy się jednak nad tym co jest chyba ważniejsze, szczególnie dla anarchisty, - nad drogą jaką przebyliśmy - a gdzie ona nas zaprowadzi to już inna bajka.

 

W drugiej połowie lat 80-tych dochodzi do głosu młode pokolenie. Nie wszyscy wtedy są małolatami, nie są to też różnice roku czy dwóch – są wśród nas bowiem starsi koledzy, którzy nie mieścili się w ramach przyjętego buntu, koncesjonowanej opozycji czy kręgu powiązań i ideowych inspiracji.

 

To jest bunt nie tylko przeciwko słabnącej komunie i „kacykowatemu” układowi, to bunt wolnej myśli, wolnego obiegu. Nie ma tutaj,  już wtedy jedynie upupionej, opozycji oraz złej komuszej władzy, jest chęć kwestionowania i jednych i drugich nie zauważających społecznych potrzeb, a szczególnie tego gdzie są i czego pragną młodzi ludzie. O dziwo i wbrew temu co plotą historycy oraz nasze elity wraz z mediami, w dużej mierze młodym nie chodziło wtedy po głowie by nastał upragniony kapitalizm z tzw. wolnym rynkiem ani też narodowa wielka polska czy szybka fura i komóra.

 

W siłę rosną nowe ruchy młodzieżowe sięgające po inne środki komunikacji i wyrażania swych myśli. Muzyka z dobitnym i jasnym przekazem oraz głosem wyrażającym całe pokolenie. Mnożące się papierowe samizdaty w krzykliwej estetyce, bez ogródek opisujące nie tylko szarą rzeczywistość PRL-owskich ulic ( zresztą robiące to celniej niż opozycyjna prasa), ale i to czym żyje i co interesuje  młodego człowieka. Na ulicach pojawiają się odbijane szablony i budzące  konsternację władzy happeningi.

 

Tematy, które się podejmuje to przymusowy pobór do wojska, zbrojenia i wojny - nie tylko zniewolonej armii czerwonej, ale i „wolnej” Ameryki - problemy ekologiczne ze sztandarową budową elektrowni atomowych, brak wolności i jednostkowego wpływu w każdej dziedzinie życia, hipokryzja władzy, ale również opozycji i moralizującego kościoła.

 

Wtedy właśnie pojawiamy się my; uczniowie zawodówek oraz techników, uznawani jeszcze za małolaty, z lekko łobuzerskim podejściem do wszystkiego. Mamy za sobą pierwsze dymy z ZOMO i siniaki na dupie, trochę lektur podziemnej prasy odkłamujących ściemniony obieg informacji oraz zafałszowanej w szkołach historii, pierwsze niepowodzenia miłosne i wypite wina marki wino, zamęt we łbie oraz marzenia.
Wcale nas to nie wpychało w łapy konformistycznego sposobu myślenia jak wielu młodych dziś, którzy wpadają  to w prawackie to w liberalne, mętne i uproszczone tłumaczenie świata. Zresztą co to za walka i bunt prawiczków co to walczą z komuną w ponad 20 lat po jej upadku, co to za konstruktywna i opozycyjna postawa fanów wolnego rynku i świętego prawa własności, gdy na świecie szaleje neoliberalizm rujnujący całe regiony i prywatyzuje się już nawet źródła rzek.

Już wtedy wiemy też, że nasi koledzy na zachodzie, do którego tak wtedy ponoć lgnęliśmy, tak samo dostają po dupie pałą jak my - za kwestionowanie tamtejszego porządku. Nie podoba się nam jakakolwiek władza, dla nas większe znaczenie ma czarna szmata z anarchią.

 

Pomimo to, by nie stać z boku i nie kibicować biernie, a brać czynny udział w dziejącej się na naszych oczach historii, łazimy na każdą demonstrację bez względu na to kto ja organizuje, czy „Solidarność”, KPN czy też WiP.  Pal sześć, może będzie dym bo wkurwia nas władza sama w sobie, więc czemu by jej nie dokopać. Kolportujemy poza tym bibułę zawyżając swój wiek bo nieletnim tak odpowiedzialnej roboty się nie daje.

 

W tamtym czasie jednym z lepszych i bardziej obiektywnych pism informacyjnych był PWA ( Przegląd Wiadomości Agencyjnych). Odbiera je od nas późniejsza pookrągłostołowa wierchuszka, a to przyszły szef tajnych służb w III RP,  a to wiceprezydent miasta Poznania, ale też nasi koledzy i koleżanki.

 

Chodzimy wtedy do szkoły zawodowej o profilu poligraficznym, a praktyki odbywamy we wszystkich  ówczesnych drukarniach miasta. Nieraz coś na szybko odbijemy, bywa że podwędzimy czcionki, farbę lub papier wspomagając wywrotową poligrafię. Nie wiem czemu, ale jakoś ciągnęło nas do tego, by poznać to wszystko od środka, poczuć siłę i moc druku niosącego tak niebezpieczną i wolną myśl. No i ta estyma drukarzy jako wywrotowców i konspiratorów drukujących w jakiś norach rewolucyjne odezwy...

 

Owszem, proza życia była całkiem inna. Byliśmy po prostu tanią siłą robocza od najgorszych prac. Pomimo to sporo się człowiek uczył i to nie tylko fachu. Ten, jak się zresztą okazało, stawał się w wielu przypadkach przeżytkiem - choćby taki zecer, który nie miał racji bytu bo druk typograficzny odchodził właśnie w niebyt, na rzecz offsetowego ze składem komputerowym, a nie ręcznym.

 

W ten oto sposób tzw. wolna Polska na dzień dobry przywitała nas nowym produktem przekształceń systemowych, czyli bezrobociem. Jako, że już wtedy prowadziliśmy bogate życie kulturalno-społeczne, m.in. polegające na loferkach miejskich czyli wędrówkach bez celu w przestrzeni miejskiej, fakt ów nie bardzo nas jednak przygnębiał. Szczególnie upodobaliśmy sobie do tej włóczęgi dachy, różnego rodzaju rudery i zapomniane fyrtle gdzie nikt o zdrowych zmysłach się nie pojawiał. Kupowaliśmy w antykwariacie na Wildzie, gdzie mieściła się nasza szkoła,  książki z półki na centymetry, a potem na dachach, przy winie spędzaliśmy czas na głośnych odczytach i dyskusjach . Nie martwiliśmy się zbytnio o przyszłość, choć ta rysowała się raczej niewesoło.

 

W tamtym czasie każdy z nas miał jakieś swoje próby tfu-rcze, od wierszydła czy opowiastki po jakąś gryzmołę, kolaż itp. Artychami jednak się nie czuliśmy i nie mieliśmy nawet ochoty. Ot, takie ujście sił witalnych, których nam wtedy nie brakowało.
Udało się nawet zamieścić to i owo w jakimś pisemku, których w tym czasie pojawiło się sporo.

Podłączyliśmy się do środowiska związanego z pismem Woskówka, które poza samym wydawaniem organizowało też spotkania, wystawy oraz happeningi, m.in. w rocznicę wydarzeń na placu Tian'anmen czy w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego pt. Co Polacy chowają w pościeli? Środowisko to wywalczyło na niecały rok, dzięki akcjom i blokadom, lokal na ul. Sierocej. Mieścił się on w pobliżu Starego Rynku, w pomieszczeniach po WKU ( Wojskowa Komenda Uzupełnień) otwieranych dwa razy do roku na pobór mięsa armatniego.

 

Niedaleko dzisiejszego skłotu Od:zysk powstało w ten sposób miejsce na spotkania, wystawy, bibliotekę i czytelnię, ciemnie fotograficzną oraz występy teatralne. Niestety wywalczyć cokolwiek w tamtym czasie było łatwiej uderzając w armię, niż mierząc się z przekształceniami własnościowymi, które objęły m.in. tą kamienicę i później całe miasto, czego skutki do dziś są odczuwalne.

 

Całkowicie niekomercyjny lokal tworzony przez młodzież i nastawiony na aktywność kulturalną, nie był po tym w stanie podołać 10- krotności pierwotnego czynszu. W ten oto sposób zakończyliśmy działalność na ul. Sierocej, na koniec urządzając dość huczną imprezę, włącznie z posądzeniem o satanizm, oraz  z występami i wystawami pt. Kultura na mróz.

 

Wykorzystując nasze poligraficzne dojścia oraz umiejętności, robiliśmy partyzancką gazetkę ścienną zajmując oszkloną gablotę należącą w naszej szkole do ZSMP. Korzystaliśmy z pomocy jednego z naszych kolegów kształcącego się przy okazji w fachu złodziejskim i zgłębiającego tajniki zamków i różnego typu zabezpieczeń.

 

Korciło nas jednak ciągle, by samemu spróbować coś wydawać, bez  martwienia się o formę w jakiej to było podane czy ocenę redakcyjnego grona. No i wreszcie stało się - chłopaki z zawodówki wykorzystując erę ksera, które nie było już koncesjonowane przez władzę, rozpoczęli wydawanie jednego z wielu zinów, jakie mnożyć zaczęły się  podczas erupcji wolnej myśli  i wydawniczej rewolucji, która wtedy wybuchła. Erupcja ta charakteryzowała tzw. trzeci obieg , w odróżnieniu od skończonego kumoterstwem i układzikami drugiego obiegu. Nasz zin nazwaliśmy dźwięcznie Szelest.

 

Na ten czas wszystko dla nas szeleściło od nas samych, którzy dorwaliśmy się do głosu począwszy, po zmienną i trudną do ogarnięcia wtedy rzeczywistość. Szeleściło miasto, dziewczyny, lektury, nasze myśli, marzenia i pragnienia. Nasz szeleszczący zin skupił różnorodne towarzystwo. Spotkania, a raczej tfu-rcze spędy przy nożyczkach, kleju, stertach gazet i domowej roboty winie odbywały się nie w centrum miasta, a na jego obrzeżach, na jednym z ratajskich blokowisk ery Gierka. Co tydzień, w piątek wieczorem, powstawały wyklejane matryce. Zin zaczął zmieniać się w dadaistyczny kolaż. Otwartość i swobodna różnorodność , często chaotyczna,  była jego wyraźną cechą. Od poszukiwań  mistyczno chrześcijańskich jednego z kamratów, surrealizm i dadaizm, anarchizującego Abramowskiego po punkowe inspiracje. Od poezji i prozy po kolaże, teksty filozoficzne, komiks i grafikę.

 

Tytuły tekstów były wyklejane z literek z gazet. W ten oto sposób, nawiązując do zecerskich korzeni, doszliśmy do tego, że i całe wiersze były tak wyklejane co zabierało sporo czasu, ale czas tu nie grał roli. Każda strona mogła żyć własnym życiem. Na spotkaniach na gorąco powstawały kolaże, teksty, komiksy -  poprzez wzajemny wpływ i inspirację tak naprawdę nie było wiadomo czyjego są autorstwa. Z podpisów, skoro były one trudne do ustalenia, po prostu zrezygnowaliśmy.

 

Dzięki sieci wymiany i mail artu, mającej swe miejsce w trzecim obiegu, nasze pisemko recenzowano w innych zinach oraz pismach anarchistycznych. Szelest był coraz bardziej znany i trafiał pod strzechy, od gór aż do morza. Rozpoczął karierę pisma ogólnopolskiego, gdyż ludzie zewsząd przysyłali nam swoje tfu-rcze odpały i gotowe strony. Nie dla wszystkich jednak był do przełknięcia brak podpisywania się.

 

Ciągłe eksperymentowaliśmy i poszukiwaliśmy innych form ekspresji. Nawet po powieleniu uznawaliśmy pismo za nieskończone i nadawaliśmy mu indywidualny i niepowtarzalny charakter poprzez wklejki, kolorowanie odbitych stron  kredkami Bambino, szablony czy ręcznie robione okładki. W końcu i ta forma nam nie wystarczała. Rozpoczął się marsz poza formę pisma, które przekraczać już zaczęło 60 stron.

 

Na spotkaniach powstawały więc pojedyncze strony, nigdy niepowielane, wieszane na słupach czy przystankach tramwajowych, powstawały vlepki i  szablony odbijane na murach oraz inne wariactwa. Jako, że poszukiwania nasze oraz wspólna interakcja oscylowały m.in. wokół  idei anarchizmu to i w Szeleście miało to swoje odbicie.

 

Nie mogąc jednak w pełni wykorzystać ograniczonej formy zina, niektóre znaleziska ze strychów czy antykwariatów postanowiliśmy wydawać jako oddzielne wydawnictwa w formie broszur - wpierw dla przyjaciół i znajomych. Dzięki recenzjom w piśmie anarchistycznym Mać Pariadka w świat poszło jednak info  o małej oficynie wydającej reprinty klasyków oraz tomiki wierszy.
I dopiero w tym miejscu naszej historyjki pojawia się Wydawnictwo Trojka, a raczej Oficyna Wydalnicza Bractwo Trojka bo taką nazwę miało na samym początku. Nazwę Trojka zaczerpnęliśmy z jednej z pierwszych naszych zdobyczy wydalniczych, broszurki powstałej z tekstu zamieszczonego w piśmie Świat słowiański z 1907 r., który zarazem stał się mottem naszego wydawnictwa, najpełniej oddając to czym jesteśmy.

 

"Dusza anarchisty jest jak trojka,
mknąca w wichrolotnym
pędzie po bezgranicznej przestrzeni stepu.
Szeroka natura to pęd do obejmowania nieskończonych
widnokręgów w sferze uczuć, pragnień i dążeń,
to rozmach jakiś, wynikający ze zbytku sił fizycznych,
szukających ujścia dla siebie, ale rozmach
skojarzony z jakąś ogromną tęsknotą"

 

Wydawaliśmy jednocześnie zina Szelest, broszury anarchistyczne, tomiki wierszy, zbiory opowiadań, komiksów, fragmenty  i reprinty odjechanych tekstów. Nie mówiąc już o tym, że angażowaliśmy się w praktyczną aktywność środowiska anarchistycznego.

 

Zabaw zinowych sporo z początku było też w trojkowej oficynie.  Nie odnosiły się one tylko do tematyki wydawanych przez nas tytułów ale i projektów okładek, na przykład pierwsze 100 egz. wielce poczytnego i dosyć klasycznego reprintu Piotra Kropotkina Państwo i jego rola historyczna, z portretem tego wybitnego myśliciela, było ręcznie kolorowanych. Kropotkin ze swą bujną brodą nadawał się do tego doskonale, wprost był  stworzony do tego, by kolorować go kredkami Bambino.

 

W ten właśnie sposób dorobiliśmy się przez lata ponad 80 tytułów broszurowych, niektóre ukazały się w nakładach przekraczających 500 egzemplarzy. W naszej ofercie były i reprinty klasyków i wielo-zeszytowe opracowania o idei anarchizmu. Znalazły się też w niej teksty o świętych grzybach, gra opisowa, poradnik wyrobu win domowej produkcji, reprint o konopiach w wierzeniach i zwyczajach ludowych i inne.

 

Sam papier już też nam nie wystarczał bo czymże jest wydawanie bez praktyki? Przynajmniej dla nas miała i nadal  ma ona duże znaczenie. Z tego też powodu braliśmy czynny udział w aktywności anarchistycznej poprzez udział w spotkaniach, dyskusjach, akcjach bezpośrednich, demonstracjach, niezliczonych plakatowaniach itp.

 

Wykorzystując bazę na skłocie Rozbrat powołaliśmy do życia bibliotekę / archiwum anarchistyczne, w którym zebraliśmy spore zbiory książek, a przede wszystkim pism z całego świata oraz materiałów ulotnych  takich jak ulotki, plakaty, vlepki, dokumenty. Miejsce te działa do dziś i służy badaczom, studentom oraz samym aktywistom.  Prace nad nim zaowocowały wydaniem kilku numerów Biuletynu Poznańskiej Biblioteki Anarchistycznej, który przerodził się w pokaźne objętościowo pismo Przegląd Anarchistyczny. Do archiwum trafiły też  nasze książki i broszury, obecnie jest ono największym upublicznionym zbiorem aktywności anarchistycznej i pochodnych z lat 90-tych i pierwszej dekady XXI wieku w Polsce.

 

Na Rozbracie swój krótki epizod  miał też Kabaret Żenada, a kilka lat później poetycki dada bend Wduś guzik, grający na ryjach (dosłownie). W międzyczasie pojawiły się pierwsze wydane książki, wymienił się skład osobowy. Odchodziliśmy od artu, zin Szelest przestał się ukazywać, choć nadal ta forma ma swoje krótkie wejścia.


Bractwo Trojka stało się w końcu zarejestrowaną firmą, należy dodać że ledwie dyszącą, działającą na tzw. wolnym rynku, którego nikt nie widział i który jak bóg ma wielu wyznawców. Tak jak pewne kwestie wydają się niezmienne, bo Polska jest Polską a wino winem, tak nadal wolimy świat  wolnych ludzi bez jakiejkolwiek władzy i hierarchii, a wino najlepiej swojskie. Ciągle też jednak  się zmieniamy.

 

Czy stuknęło nam te 20 lat czy więcej, a może mniej, pal sześć, do diabła z tymi rocznicami.  Zdaje się, że byliśmy zawsze pod takimi czy innymi postaciami i będziemy nadal choćbyśmy nawet splajtowali (i to najlepiej z hukiem). Jeśli tylko zechcecie bądźcie z nami. Mniej czytajcie, mniej się uczcie, więcej myślcie - i tą oto antyreklamową, jak na wydawnictwo myślą, umieszczoną  na banerze nieraz wywieszanym na naszych stoiskach, zakończymy tę krótką historyjkę.

 

Mam ochotę na koniec ją skasować i już nie wracać do jakiś histerycznych gderań, wymienianek itp. Należą wam się jednak podziękowania za to, że z nami byliście, jesteście i może będziecie. Zapraszamy do popełnienia własnych wspominek, historyjek związanych z naszym wydawnictwem, książkami i pismami przez nas wydawanymi. Nie muszą być one w formie pisemnej, dopuszczamy różnorodność w wyrażaniu własnych myśli. Na bieżąco będziemy publikować na naszej stronie i innych nośnikach wasze wypociny.

 

Ament

Tysart Mezinos

 

Strajk Generalny

Oficyna Trojka przygotowuje do publikacji książkę  traktującą o anarchosyndykalizmie -Anarchosyndykalizm w Europie. Teoria i praktyka  Macieja Drbińskiego.

 

Jedną z ważniejszych taktyk anarchosyndykalistów był strajk generalny, o którym przeczytać będziecie mogli równiez w wyżej wymienionej pozycji. Dzisiaj wyrazem tego jest m.in. wezwanie do udziału w ogólnopolskich dniach protestu 14 września. Zapraszamy w związku z tym na stronę www.strajk.org, na której zasięgnięcie informacji dotyczących nadchodzących wydarzeń i będziecie mieli okazję przeczytac wiele interesujących artykułów. Zapraszamy również na spotkanie "Dlaczego strajk generalny?", które już w najbliższy piątek o 19 odbędzie się w naszej księgarni "Zemsta" na ul. Fredry 5 w Poznaniu.

 

 

 

 

loggo

 

 

why

 

 

Strona 1 z 2

Wszytkie kategorie