Polecamy
- 1
Cena:
25,00 zł
Wydawnictwo: ::Różne::
|
Cena:
21,00 zł
Wydawnictwo: Jirafa Roja
|
Cena:
48,00 zł
Wydawnictwo: ::Różne::
|
- 2
Cena:
60,00 zł
Wydawnictwo: Pieszczocha
|
Cena:
30,00 zł
Wydawnictwo: Książka i Prasa
|
Cena:
18,00 zł
Wydawnictwo: Oficyna "Trojka"
|
- 3
Cena:
16,00 zł
Wydawnictwo: Korporacja ha!art
|
Cena:
15,00 zł
Wydawnictwo: Oficyna "Trojka"
| |
Opinie klientów
Opinię wystawił/a: MarcheVa
Opinię wystawił/a: Damian
|
|
Sam tytuł tej książki może brzmieć we współczesnej Polsce jak prowokacja: „Marks, własność i komunizm”. Prowokacyjnie, bo Karol Marks, w przeciwieństwie do krajów Europy zachodniej, jest u nas przemilczany; bo prywatna własność uznawana za sacrum, którego nie wolno kwestionować; bo komunizm traktuje się jako zło równe faszyzmowi, a rozpowszechnianie idei komunistycznych chciano by zakwalifikować jako przestępstwo karne, podlegające ściganiu.
W Europie Zachodniej problemy marksizmu i komunizmu są żywo dyskutowane, toczą się spory, trwają – z różnym nasileniem – teoretyczne poszukiwania alternatywy kapitalizmu. Trwają w zasadzie nieprzerwanie, a obecny kryzys ożywił i badania naukowe i dysputy nie tylko politologów.
Książka, której lekturę proponuję Czytelnikowi, znalazła się na polskim rynku dzięki Instytutowi Wydawniczemu Książka i Prasa, w znakomitej serii wydawniczej „Biblioteka Le Monde diplomatique”. Autor Daniel Bensaïd, zmarły w styczniu br. francuski filozof i profesor uniwersytecki w Paryżu, był w latach 70. działaczem Związku Rewolucyjnych Komunistów (LCR), a rok temu stał się jednym z założycieli Nowej Partii Antykapitalistycznej. Ma w swoim dorobku wiele wybitnych, nowatorskich, choć często budzących krytykę, prac poświęconych Marksowi i marksizmowi, problemom kapitalizmu w 21 wieku i ewolucji idei komunistycznej.
"Wywłaszczeni” to interesująca próba analizy obecnego etapu rozwoju formacji kapitalistycznej, analizy sięgającej do jej początków, do narodzin własności. Przypomina spory, trwające w czasie Rewolucji Francuskiej (Rewolucja Francuska najpierw dokonała konstytucyjnej sakralizacji własności, uważanej w rewolucyjnym duchu liberalnym za fundament i gwarancję wolności indywidualnej obywatela, a następnie zdesakralizowała własność przeciwstawiając jej prawo do istnienia – str. 37). Pisząc o czerwcowych barykadach 1848 r., odwołuje się do wspomnień Alexisa Tocqueville’a, francuskiego historyka i polityka, badacza ustroju społecznego i politycznego USA i krajów Europy Zachodniej (Walka polityczna będzie się wkrótce toczyła między tymi, co posiadają a tymi co nie posiadają, wielkim polem bitwy stanie się własność, zaś główne kwestie polityczne będą się rozgrywać wokół mniej lub bardziej głębokich modyfikacji prawa posiadaczy – str. 42).
Nie miejsce w krótkiej informacyjnej recenzji na szczegółową ocenę teoretyczno-filozoficznych rozważań autora o własności i jej wpływie na kształtowanie się ustroju społeczno-politycznego. Warto jednak, za Danielem Bensaïdem przypomnieć, że w połowie 19. wieku Marks po raz pierwszy odniósł się do żywych wówczas kontrowersji wokół definicji granic prawa własności. Jednym z ważnych przyczynków do tych dyskusji była rozprawa Pierre’a Proudhona z 1840 r. „Co to jest własność?”
Doprowadzona do skrajności własność prywatna w całej pełni okazuje się „niespołeczna” i ujawnia, że w swoim najprostszym wyrazie zawsze była tylko prawem siły – pisze Bensaïd. Marks wysoko cenił rozprawę Proudhona. W kilka lat później (1847) teoretyczne drogi obu myślicieli rozeszły się, gdy Marks ostro skrytykował „Filozofię nędzy” Proudhona w polemicznej „Nędzy filozofii”. Rozbieżności dotyczyły m.in. twierdzenia Proudhona, że możliwe jest sprawiedliwe wynagrodzenie za pracę, gdy wszyscy opłacani są równo za równy czas pracy, ponieważ to czas pracy jest miernikiem wartości pracy (str. 50). Marks przeciwstawił tezie Proudhona krytykę własności wpisującą się w perspektywę komunistyczną.
Komentując ten spór, Bensaïd podkreśla, że w społeczeństwie kapitalistycznym kwestia własności jest nierozerwalnie związana z prywatnym zawłaszczaniem cudzej pracy, a więc innymi słowy z kwestią wyzysku. Z czasem, krytykę prywatnej własności środków produkcji i wymiany, Marks traktował jako kryterium ruchu rewolucyjnego. Komuniści mają zawrzeć swą teorię w jednym zwrocie: zniesienie własności prywatnej (str. 57) – pisał wraz z Fryderykiem Engelsem w „Manifeście Komunistycznym”.
Zauważmy za Bensaïdem, że zawarty w „Manifeście” i innych pracach Marksa postulat zniesienia własności prywatnej nigdy nie dotyczył wszystkich form własności, a tylko „własności burżuazyjnej”, czyli „sposobu zawłaszczania” opartego na wyzysku cudzej pracy. W „Kapitale” Marks przeciwstawia własność indywidualną własności prywatnej (Kapitalistyczny sposób zawłaszczania, więc kapitalistyczna własność prywatna jest pierwszą negacją indywidualnej własności prywatnej, opartej na własnej pracy – „Kapitał”, str. 905). Bensaïd w konkluzji zwraca uwagę, że zakwestionowanie prywatnej własności podstawowych środków produkcji, wymiany, transportu i komunikacji nie zagraża indywidualnemu posiadaniu.
Teoretyczne znaczenie książki Bensaida polega m.in. na uzmysłowieniu nam, iż 19-wieczne dyskusje, analizy i spory nie są tylko dorobkiem przeszłości i wartością historyczną, a nabierają niepokojącej aktualności w dobie globalizacji i powszechnej prywatyzacji, która obejmuje dziś całokształt przestrzeni publicznej.
Autor zwraca uwagę na mało znany fakt, że w 2003 roku „światowa kapitalizacja giełdowa osiągnęła 31 bilionów dolarów, czyli blisko 90 proc. planetarnego Produktu Krajowego Brutto. Tak więc akcjonariusze posiadają ponad trzy czwarte majątku towarowego ludności” (str. 66). 5 proc. ludności, z czego połowa przypada na Stany Zjednoczone, posiada prawie całość aktywów giełdowych planety, a 77 tys. „ultrabogatych” gospodarstw domowych posiada ok. 15 proc. całego światowego bogactwa. W latach 1966-2001 dochód 10 proc. osób najbogatszych wzrósł o 58 proc., a dochód 1 proc. wzrósł o 121 proc., dochód 0,1 proc. – o 236 proc., dochód 0,01 proc. – aż o 617 proc. Dwa procent ludności świata posiada połowę aktywów finansowych, biedniejsza połowa ludności… – 1 proc.
Współcześni krytycy Marksa mogliby więc dobrze zastanowić się, zanim uznają jego analizy za nieprzydatne do opisu współczesnej rzeczywistości. Praca Daniela Bensaïda nie tylko przenosi nas w 19. wiek, gdy rodził się marksizm i kształtowała teoria socjalizmu. Wprowadza również, a może przede wszystkim w gąszcz współczesnych problemów, zrodzonych przez globalizację.
Prywatyzacja i jej społeczne skutki należą niewątpliwie do najważniejszych z nich. Autor cytuje Davida Harleya, który definiuje globalizację kapitalistyczną jako nową fazę „akumulacji przez wywłaszczenie. Dostrzega w niej kontynuację i upowszechnianie praktyk akumulacji „pierwotnej” lub „początkowej”, którą stosowano u zarania kapitalizmu. . Akumulacja przez wywłaszczenie jest jednym z warunków przetrwania kapitalizmu – konkluduje (str. 82).
Rozwijając tę konkluzję Daniel Bensaïd dochodzi do wniosku zasługującego niewątpliwie również na wnikliwą uwagę: pogłębianie się nierówności i szerzenie się wykluczeń wymaga zmiany podziału bogactw. Autor uznaje to za pilną społeczną potrzebę, zastrzegając się jednocześnie, że ten postulat nie ogranicza się jedynie do tego, by sprawiedliwie dzielić, bowiem kwestia ta jest nierozłącznie związana ze sprawą własności. To nie jest sprawa należąca wyłącznie do prehistorii ruchu robotniczego. Tezę tę wzbogaca przykładami zjawisk występujących we współczesnej Francji i ruchach lewicowych tego kraju.
Do dyskusji zachęcają także rozważania o „naprawie” kapitalizmu, podejmowanej od wielu dziesięcioleci z miernymi zresztą skutkami. W rozdziale: „Keynes czy Marks, ratować czy obalić?” pisze m.in.: Takie siły polityczne, jak socjaldemokracja, które po 2. wojnie światowej zamierzały kultywować go (kapitalizm – JK) i upiększać, czyniły to aż do utraty tchu. To, co ongiś Keynes pisał o liberalizmie historycznym, dziś słowo w słowo odnosi się do socjalistów rynkowych: ( (str. 94).
Tytuły rozdziałów świadczą o zakresie i skali podjętych przez autora rozważań: „Nędzna miara nędznego świata”, „Komunizm w Stanach Zjednoczonych?”, „Kapitalizm utopijny…”, „Socjalizm utopijny…”, „Alternatywa rewolucyjna”, „Siedem hipotez strategicznych”, „Komunizm hipotetyczny. Wokół hipotezy komunistycznej Alaina Badiou”, „Upiór Stalina ciągle straszy”.
Kilka uwag w tej ostatniej kwestii. Autor nie zgadza się z oceną stalinizmu dokonaną przez Alaina Badiou. U Badiou krytyka stalinizmu sprowadza się – jak pisze – do krytyki metody: . Bensaïd uważa taką krytykę za powierzchowną, wyrażając m.in. pogląd, że terror i jego brutalność zakiełkowały podczas wojny domowej i spowodowanej przez nią militaryzacji (str. 155). Nad tą tezą, tak jak i nad innymi można dyskutować. Na tym polega wartość tej książki, prowokującej do myślenia, do poszukiwania odpowiedzi na trudne pytania współczesności. Można tylko wyrazić żal, że takie analizy nie wychodzą spod piór polskich autorów.
Najgłębsza ocena zjawisk tej współczesności zawarta jest chyba w stwierdzeniu Bensaïda, że obecny kryzys to nie kryzys cykliczny, którego system kapitalistyczny doświadcza mniej więcej co 10 czy 12 lat, a historyczny kryzys prawa wartości, powodujący wywłaszczanie miliardów ludzi na świecie.
Daniel Bensaïd: „Wywłaszczeni. Marks, własność i komunizm”. Przekład z języka francuskiego: Zbigniew M. Kowalewski. Instytut Wydawniczy Książka i Prasa. Warszawa 2010. Biblioteka Le Monde diplomatique.
Jerzy Kraszewski
Tekst ukazał się na stronie internetowej „Przeglądu Socjalistycznego” (www.przeglad-socjalistyczny.pl).
Daniel Bensaid - Wywłaszczeni - Marks, własność i komunizm
Daniel Bensaïd przypomina, że kapitalizm, który wynosi ponad wszystko własność prywatną, pozostaje systemem opartym na monopolu i wywłaszczeniu. Być może nigdy nie było to tak jasne jak u progu drugiej dekady XXI wieku. Prawdziwa treść własności prywatnej
Cena:
21,00 zł
|
|
"To relaksujące, podłożyć ogień pod pięć czy sześć chałup i patrzeć, jak płoną". Francuski historyk przypomina niedoceniany w Europie teatr II wojny światowej. Opisuje zatrważającą skalę oraz mechanizmy japońskich zbrodni wojennych.
Wyobraźmy sobie, że w Berlinie stoi kościół, w którym pochowano przywódców III Rzeszy. Można w nim zmówić pacierz za Goeringa, zapalić świeczkę Himmlerowi albo odwiedzić kaplicę poświęconą esesmanom. Z okazji 65. rocznicy zakończenia II wojny światowej kościół odwiedza niemiecka kanclerz... Absurdalne, prawda?
Ale w Tokio taka właśnie świątynia istnieje, choć oczywiście nie jest chrześcijańska. Nazywa się Yasukuni i kilka lat temu wzbudziła ogromne dyskusje, bo odwiedził ją japoński premier. W Europie wizyta ta stała się jedynie medialną ciekawostką, ale na Dalekim Wschodzie doprowadziła do realnego, głębokiego kryzysu dyplomatycznego. Ten spór łatwiej zrozumieć, mając pod ręką nową pracę Jean-Louisa Margolina, historyka z Universite de Provence. Francuz w Polsce jest dobrze znany z "Czarnej księgi komunizmu" opisującej zbrodnie europejskich oraz azjatyckich komunistów. "Wojna Armii Cesarza" to dopełnienie tych zainteresowań, pozornie tylko odległych od "dokonań" Mao Zedonga czy Pol Pota. Azjatycki front ostatniej wojny światowej jest na Zachodzie postrzegany w zniekształcony sposób - sugeruje na wstępie historyk. Pamiętamy o cierpieniach alianckich żołnierzy, bo te przypominają liczne książki i filmy z "Królem szczurów" czy "Mostem na rzece Kwai" na czele. W roli ofiar widzimy również Japończyków, czego również nauczyło nas kino - szczególnie, jeśli chodzi o bombardowania atomowe Hiroszimy i Nagasaki (np. słynna "Hiroszima, moja miłość" Resnais'go). Tymczasem Japończycy i alianci stanowili tylko małą część z 27 mln azjatyckich ofiar wojny. Dla milionów zabitych Chińczyków, Filipińczyków czy Indonezyjczyków nie ma w naszej pamięci miejsca - np. powstające w Gdańsku Muzeum II Wojny Światowej będzie się koncentrowało na Europie. Podobnie słabo rozpoznana jest machina wojenna, która stała za tą hekatombą, a mianowicie: Cesarska Armia Japońska. O lotnikach-samobójcach kamikaze słyszał wprawdzie każdy, ale już o tym, że Japończycy dokonywali okrutnych eksperymentów medycznych, rutynowo mordowali jeńców albo dopuszczali się kanibalizmu - wiedzą nieliczni. Książka Margolina to systematyczna próba uchwycenia mechanizmów wojennych zbrodni. Prezentuje wiedzę ponurą i wstrząsającą, choć niewątpliwe wymagającą przypomnienia przed 65. rocznicą zakończenia wojny, która na Dalekim Wschodzie przypada 2 września. Z pracy Francuza wyłania się kilka ważnych spostrzeżeń. Po pierwsze, zachwycamy się kulturą samurajską, znajdując w niej analogię dla europejskiego rycerstwa. Tymczasem w Japonii to właśnie tanatyczna kultura militarna - cechująca się fanatyczną lojalnością oraz pogardą dla życia - doprowadziła do niepojętych okrucieństw, zarówno w samej Cesarskiej Armii, jak i wobec cywilów czy jeńców. "Nie biję was z nienawiści, lecz z troski" - tłumaczył japoński oficer swoim podwładnym, gdyż zakładano, że żołnierze powinni nienawidzić dowódców, by na polu walki przenosić uczucie na wroga. Pewien szeregowy notował później w dzienniku: "To relaksujące podłożyć ogień pod pięć czy sześć chałup i patrzeć, jak płoną". Inny chwalił się, że zabił ponad setkę "ludzkich manekinów", na których przełożeni kazali mu ćwiczyć władanie bagnetem. Serca ofiar wcześniej obrysowywano kredą, by "manekin" nie wyzionął ducha przedwcześnie. Po drugie, masowe gwałty czy kradzieże, jakich dopuszczali się Japończycy, przywodzą na myśl raczej dokonania Armii Czerwonej niż Wehrmachtu. Cesarska Armia nie podpierała się pseudonaukową ideologią. Wystarczała jej zwykła ksenofobia, skierowana - co ważne - głównie przeciw innym narodom Azji, uznawanym za "podludzi, niegodnych uwagi". Jeńców z Zachodu darzono mieszaniną pogardy i estymy. Choć zdarzały się przypadki zjadania zestrzelonych amerykańskich lotników czy też potworne tzw. marsze śmierci, to na ogół alianci byli traktowani lepiej. W Nankinie nawet pijani japońscy żołdacy, mordujący bez mrugnięcia okiem kobiety i dzieci, potrafili się w porę zmitygować na widok Europejczyka. Na tym postkolonialnym kompleksie skorzystali m.in. Żydzi z szanghajskiego getta - mimo ponagleń ze strony sojuszniczej III Rzeszy Cesarstwo nie przyłączyło się do Holocaustu. Po trzecie, zdumiewająca była skuteczność, z jaką wojskowa junta podporządkowała sobie naród, a nawet ludność w krajach okupowanych (na kamikaze zgłosiło się 11 Koreańczyków). Przez całą wojnę w Japonii stracono ledwie jednego opozycjonistę - wynik, o jakim Hitler, cudem ocalały z zamachu w Wilczym Szańcu, mógł tylko pomarzyć. Do propagandy zaprzężono artystów: Akira Kurosawa, późniejszy autor wspaniałych portretów samurajów i roninów, w czasie wojny nakręcił produkcyjniak o dziewczętach w wojskowej fabryce; przyszły literacki noblista Kawabata Yasunari w 1945 r. był bibliotekarzem w bazie kamikaze. Praca Margolina sugeruje kulturowe tło azjatyckich totalitaryzmów. Autor przypomina choćby, że japońscy żołnierze o komunistycznych poglądach uciekali do czerwonych partyzantek w okupowanych krajach. Niezwykle skuteczny system "nawrócenia-rehabilitacji" - który tak spacyfikował japońskie społeczeństwo w okresie wojny - chińscy komuniści mogli przejąć tą właśnie drogą. Mao Zedongowi pod wieloma względami bliżej było do Hidekiego Tojo niż do Józefa Stalina. Ogólnie odpowiedzią na bezlitosną japońską ekspansję w Azji stał się rozwój ruchów komunistycznych, które miały przejąć inicjatywę w następnych dekadach. Japoński militaryzm każe nam wreszcie spojrzeć inaczej nawet na buddyzm - uważany na Zachodzie za religię pokojową. Tymczasem w wojennej Japonii nie brakło mnichów, którzy wywodzili, iż "wojna to naturalny porządek wszechświata", zaś zabójstwo może być "aktem miłosierdzia". D.T. Suzuki, jeden z bardziej znanych popularyzatorów buddyzmu zen na Zachodzie, pisał: "W przypadku człowieka, który nosi miecz z obowiązku ( ), to nie on zabija, ale sam miecz. Nie miał on najmniejszej chęci uczynienia krzywdy komukolwiek, ale wróg się pojawił i sam stał się ofiarą. To jakby miecz automatycznie spełnił swoją funkcję niesienia sprawiedliwości, która jest funkcją miłosierdzia".
Konrad Godlewski
Gazeta Wyborcza
Jean-Louis Margolin - Japonia 1937-1945 wojna armii cesarza
W powszechnej świadomości na Zachodzie Japończycy – z racji Hiroshimy – uchodzą za ofiary II wojny światowej. Przerażające skutki zrzucenia bomby atomowej przesłoniły to, co w Azji Południowo-Wschodniej działo się wcześniej, dlatego zbrodnie japońskiej ar
Cena:
35,00 zł
|
|
Za co mieszkańcy Turkmenistanu tak bardzo kochali swojego władcę? Zapewne niewielu z nas myśli na co dzień o Turkmenistanie. Tylko niektórzy, przygotowując śniadanie, zastanawiają się, co tam słychać w Aszchabadzie i co nowego wymyślił prezydent Gurbanguły Berdimuhamedow, skądinąd emerytowany dentysta. Jeśli ktoś taki czyta ten tekst, to podejrzewam, że może od razu przestać. Nic nowego mu on nie powie. Jednak dla wszystkich pozostałych obcowanie z historią najnowszą Turkmenistanu może być przeżyciem dziwnym i strasznym. Wydaję się, że aż do 1991 roku Turkmenistan nie wyróżniał się specjalnie pośród innych republik radzieckich. Może tylko tym, że żyło w się w nim prawdopodobnie całkiem nieźle. Według światowego rankingu Wskaźnika Rozwoju Społecznego znajdował się na 37 miejscu, czyli wyżej niż obecnie sytuuje się Polska. Od tamtego czasu spadł na pozycję 109. Co się stało?
|
|
Więcej…
|
Okupacja? Jaka okupacja? Misja. Stabilizacyjna, szkoleniowa, humanitarna. I jak tam bądź jeszcze. Przecież to nasi. Krew z krwi. Nasi - honorowi, bohaterscy i zawsze gotowi. Po słusznej stronie. Stefan Zgliczyński, "Hańba iracka" Stefan Zgliczyński postanowił złożyć hołd tysiącom niewinnych ofiar "humanitarnych interwencji" i "wojen z terroryzmem", jakie zafundowały ludom świata Stany Zjednoczone i ich lokaje (w tym Polska). I ta książka rzeczywiście taka jest. Instytut Wydawniczy Książka i Prasa wydał książkę pióra dyrektora polskiej edycji "Le Monde Diplomatique", aby zdemaskować powtarzane w mainstreamowych mediach frazesy o "humanitarnych wojnach" w imię "wolności i demokracji".
|
|
Więcej…
|
|
Pisząc recenzję należy dokładnie zapoznać się z recenzowanym materiałem. Jeśli ma ona mieć charakter krytyczny analiza ta powinna być jeszcze głębsza i dokładniejsza. Niestety tych podstawowych cech nie spełnia tekst Piotra Kuligowskiego "Bezpaństwowy antydemokratyzm". Aby zarzucić "Przeglądowi Anarchistycznemu" antydemokratyzm trzeba doprawdy wykazać się złą wolą lub nieznajomością tego tytułu. W oczach Kuligowskiego treści zawarte w piśmie budzą uzasadnione wątpliwości. Tak postawioną tezę wypadałoby jednak poprzeć argumentami silniejszymi niż wyrwane z kontekstu cytaty.
|
|
Więcej…
|
|
Tym, co czyni [...] nowy „biocentryzm", z Jego antyhumanistycznym obrazem istot ludzkich nieodróżnialnych od gryzoni czy mrówek, tak zdradliwym, jest fakt, że opiera się na nim coraz popularniejszy ruch zwany „głęboką ekologią". „Głęboka ekologia" zrodziła się wśród zamożnych ludzi wychowanych na mieszaninie kultów wschodu, bajek z Hollywood i Disneylandu. [...] Pojęcia takie jak „jednia" i „biocentryczna demokracja" idą ręka w rękę z przepisami na ucisk, nędzę czy nawet eksterminację ludzi.
Jak myślicie, skąd pochodzi ten cytat? Z wypowiedzi ex-ministra środowiska Antoniego Tokarczuka? Z materiałów firmy PR-owej, wynajętej przez wielki koncern, który zarabia na niszczeniu środowiska? Z histerycznych wywodów mediów o ekologach, którzy wyżej cenią życie komara niż niemowlaka i chcieliby w imię kultu Matki Ziemi dokonać ludobójstwa?
|
|
Więcej…
|
|
|
|
|
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 Następna > Ostatnie >>
|
|
Strona 1 z 8 |
|
Koszyk
Twój koszyk jest pusty
Najpoczytniejsze
- 1
Cena:
5,00 zł
Wydawnictwo: ::Różne:: | Cena:
27,00 zł
Wydawnictwo: Oficyna "Trojka" | Cena:
17,00 zł
Wydawnictwo: Oficyna "Trojka" |
- 2
Cena:
2,00 zł
Wydawnictwo: Oficyna "Trojka" | Cena:
15,00 zł
Wydawnictwo: Oficyna "Trojka" | Cena:
16,00 zł
Wydawnictwo: Korporacja ha!art |
- 3
Cena:
15,00 zł
Wydawnictwo: Oficyna "Trojka" | Cena:
18,00 zł
Wydawnictwo: Oficyna "Trojka" | Cena:
2,50 zł
Wydawnictwo: Oficyna "Trojka" |
Zamów newsletter
Nowości książkowe z naszej oferty na Twój e-mail!
|