Przebudowa społeczeństwa PDF Drukuj Email
 Przebudowa społeczeństwa Drukuj


murray.jpgJeżeli na ekologów reagujecie tak jak Cartman na hipisów, to przeczytajcie Przebudowę społeczeństwa Murraya Bookchina. Istnieje szansa, że niektórych z nich darzy on taką samą niechęcią jak wy.

Bookchin to znany anarchista, ekolog i filozof. Jest autorem wielu  książek inspirujących ekologów na całym świecie. Wśród nich znajduje się The Ecology of Freedom, w której Rex Weyler, jeden z pierwszych aktywistów Greenpeace szukał (i znalazł) schematu działania odpowiadającego potrzebom szybko rosnącego w siłę ruchu.

Przebudowa społeczeństwa
to zwięzłe przedstawienie politycznego projektu Bookchina: ekologii społecznej. Jej podstawowym założeniem jest to, że „gatunek ludzki jest formą życia, która może świadomie, w znacznym stopniu sprzyjać światu natury, a nie tylko go niszczyć”. Jeżeli tak się nie dzieje, jeżeli „wielu ludzi wykorzystuje naturę zamiast być jej aktywnym partnerem w organicznej ewolucji” to znaczy, że w procesie społecznej ewolucji coś poszło nie tak. Co? Autor The Ecology of Freedom sądzi, że zanim zaczęliśmy niszczyć środowisko naturalne, niszczyliśmy siebie nawzajem. Nie wynikało to jednak z jakiegoś wrodzonemu człowiekowi zła czy innego grzechu pierworodnego. Powód był zupełnie inny i tkwił w organizacji życia społecznego. W miarę ewolucji społecznej jedni ludzie zaczęli panować nad innymi. Pojawiła się instytucja władzy. To ona kładzie się cieniem na nasze relacje z naturą, sama jednak naturalna nie jest. Jest dziełem człowieka. Nie stworzymy lepszego świata, jeśli nie przejrzymy jej na wylot.

To dlatego Bookchin poluje na wszelkie ślady hierarchii i panowania: znajduje je w codziennych stosunkach rodzinnych, sąsiedzkich, między grupami etnicznymi, w języku, w kulturze, w gospodarce i polityce. Nie robi tego jak marksista, bo nie cała władza ma dla niego korzenie w ekonomii i w „obiektywnych okolicznościach”. Zamiast pytać o to jak powstaje władza, chciałby dowiedzieć się dlaczego powstaje i jak doszło do tego, że przyjęła właśnie taką a nie inną formę.

Autor traktuje władzę jako efekt ewolucji systemu społecznego - odpowiedź  na potrzeby, które wytwarza jego wewnętrzna dynamika i zewnętrzne otoczenie. Ale ewolucja nie jest jednotorowa, istnieje wiele dróg. Pojawienie się władzy wcale nie jest oczywiste, na to samo wyzwanie system mógł przecież odpowiedzieć w inny sposób. Tej niepewności odpowiada metoda ekologii społecznej - naszkicować ewolucyjną drogę społeczeństwa i uwzględnić wszystkie wybory, przed którymi stanęło. Dzięki tak stworzonej mapie, możemy dokładnie przyjrzeć się momentom, kiedy sprawy przyjęły zły obrót. Możemy też uwolnić się z zaklętego koła determinizmu (ekonomicznego czy naturalnego, właściwie wszystko jedno) i wyobrazić sobie inne rozwiązania.

(Nie)naturalna ewolucja

Szczególną  rolę w opowieści Bookchina zajmują miasta. To zupełnie nowe obszary społeczne, w których „miejsce zamieszkania i interesy ekonomiczne systematycznie zastępowały związki oparte na więzach krwi”. Dzięki temu w miastach znalazło się miejsce także i dla „obcych”. Może nie zawsze byli oni traktowani na równi ze „swoimi”, mimo to od samego początku miasta zapewniały im ochronę przed przemocą. by następnie uregulować ją prawnie, a obcych uczynić obywatelami. Solon, ateński mąż stanu, poeta i prawodawca,  przyznał obywatelstwo wszystkim cudzoziemcom, którzy posiadali umiejętności potrzebne w Atenach (100 lat później, Perykles zrezygnował z tej reformy Solona). W III w., cesarz rzymski Karakalla ogłosił, że wszyscy wolni ludzie, bez wyjątku, w Cesarstwie Rzymskim stają się obywatelami Rzymu. Tym sposobem Karkalla podjął próbę stworzenia nowej, uniwersalnej wspólnoty, w której obywatelstwo nie zależy od miejsca pochodzenia, płci, majątku. Miasto obiecywało ludziom nowe, lepsze życie.

Tyle że w mieście, jak w tyglu, stare mieszało się z nowym. Nowy uniwersalizm musiał się więc ścierać ze starymi instytucjami i wierzeniami: „deifikacją przodków, potem wodzów plemiennych, którzy ostatecznie stawali się boskimi władcami, patriarchalną władzą w życiu domowym, feudalną arystokracją odziedziczoną po wspólnotach wiejskich późnego neolitu i epoki brązu”. Równocześnie przeszłość dostarczała pozytywnych wzorów i rozwiązań. Obywatele Aten w epoce peryklejskiej o swoim mieście decydowali podczas zgromadzeń, tak samo jak członkowie wspólnot plemiennych czy wioskowych setki lat wcześniej.

Czasami ewolucja niszczyła stare, cenione wartości. W odstawkę poszła komunalna własność ziemi i zasobów naturalnych, pojawiła się  własność prywatna, a z nią podział na klasy ekonomiczne. Zniknęła ważna zasada życia plemiennego, czyli „nieredukowalne minimum”. To dzięki niemu każdy, bez względu na status, zdolności, czy chęć do pracy, miał mieć zapewnione prawo do środków do życia. W zamian pojawiła się bezwzględna walka klasowa, w której „niewolnicy przeciwstawiali się panom, plebs patrycjuszom, poddani szlachcie, a później robotnicy kapitalistom”.

Równocześnie walki klasowe przesłoniły nierówności, które nie wynikały z podziału bogactwa. Władza związana ze statusem wynikającym z płci, albo miejsca pochodzenia często była uznawana za „naturalną”. Kobiety uznały dominację mężczyzn, młodzi starych, „zwykli ludzie” postępowali tak jak to nakazywały elity. Ekonomia zneutralizowała potencjalne konflikty, które mogły rozegrać się na innych polach. Tymczasem hierarchia po kryjomu okopała się w nowoczesnych instytucjach nowo powstałych miast i państw.

W tym wszystkim nie było nic nieuchronnego. Ewolucja to nie postęp, nie idzie do przodu jak jakiś czołg. Kluczy meandrami, wpada w ślepe zaułki, nieraz zawraca. A to wszystko dlatego, że u jej steru stoją ludzie. Jak zauważa Bookchin od pewnego momentu w swoim rozwoju gatunek ludzki stał się równoprawnym partnerem ewolucji naturalnej. „Ślepa natura” zamieniła się w „wolną naturę”, a konieczność adaptacji do środowiska zewnętrznego została uzupełniona potencjałem ludzkiej kreatywności i wolności.

Tę  wolność można wykorzystać dobrze albo źle. Popełniamy błędy, ponieważ podejmowanie decyzji i ocena ich skutków są bardzo trudne, szczególnie że „wznieśliśmy się ku światłu wolności z na wpół zamkniętymi oczami, obciążeni ciemnymi atawizmami, dawnymi odniesieniami do hierarchii oraz głęboko zakorzenionymi przesądami”. Możemy w nie popaść z powrotem.

Wolnościowy municypalizm

No dobrze – zapytają zniecierpliwieni aktywiści -  ale gdzie tu miejsce na ekologię? Ależ była tu cały czas. Nie ma ekologii bez porządnej analizy społeczeństwa, bo i nasze kontakty z naturą są zależne od tego jak zorganizowane są wspólnoty, w których żyjemy.

Gdy drwale ścinają drzewa, nie robią tego, dlatego że ich nienawidzą. Zarabiają na życie i często jest to ich jedyne źródło utrzymania. Tak samo elektrownie zanieczyszczają powietrze gazami cieplarnianymi, nie dlatego że ich właściciele kochają CO2. Robią tak dlatego, że cała gospodarka jest zależna od regularnych dostaw energii elektrycznej. Nie niszczymy środowiska, bo jesteśmy źli, ale dlatego, że nasz sposób życia i zarabiania temu sprzyja. Tym samym, „harmonia z naturą nie może zostać osiągnięta bez wprowadzenia harmonii między ludźmi”.

Do tego, by poprawić nasze stosunki z przyrodą potrzebujemy przebudować społeczeństwo. Dla Bookchina, idealnym placem budowy jest miasto. Nie ze względu na dobre historyczne tradycje, ale dlatego że to w nim stykamy się z innymi ludźmi i borykamy z problemami wspólnotowego życia. Już dziś o wielu sprawach, takich jak transport, mieszkalnictwo, czy edukacja – decyduje się na poziomie lokalnym. Mieszkańcy miast muszą sobie dawać radę sami, bez państwa.

Autor proponuje byśmy poszli o krok dalej. Przedstawia swój projekt „wolnościowego municypalizmu”, w którym cała władze idzie w ręce mieszkańców, a „ziemia, fabryki i zakłady byłyby kontrolowane przez zgromadzenia wolnych społeczności”. Swobodna konfederacja miast zastąpiłaby rząd, a demokracja bezpośrednia parlamentaryzm. Ta przebudowaobejmuje wiele społecznych przestrzeni: wiedzę, technologię, pracę, uczestnictwo i życie w mieście. Bookchin nie ukrywa, że to nie zmiana, ale rewolucja.

Oczywiście można potraktować wolnościowy municypalizm i jego twórcę  jako kolejnego zwariowanego anarchistę, który opowiada swoje bajki. Rewolucja oddolna, „zmunicypalizowana gospodarka”, wspólna własność, technologia o ludzkim obliczu? Wszystko to już słyszeliśmy, nic z tego nie będzie.

Być  może jednak warto choć na chwilę  odłożyć czarnowidztwo na półkę i potraktować tę wizję poważniej? Tym bardziej, że autor wcale nie twierdzi, że zna wszystkie recepty. Owszem jego projekt miejscami jest dość szczegółowy: zakłada na przykład skrócenie czasu pracy, czy zmniejszanie rozmiaru miast. Ale to wszystko drobiazgi, które jak się wydaje mają pobudzić wyobraźnię. Do czego? Do eksperymentowania z nowymi rozwiązaniami. Bo tylko sprawdzając nowe rozwiązania w praktyce, będziemy w stanie przekonać się czy są skuteczne. A gdy rozejrzymy się wokół, stwierdzimy, że już dziś toczy się wiele takich eksperymentów.

Warto przyjrzeć się życiu mieszkańców slumsów w Trzecim Świecie. To tam prowadzi się doświadczenia z nowym projektem życia bez państwa, w zgodzie ze środowiskiem naturalnym i zasadami wolnościowego municypalizmu. Nie chodzi o to, byśmy się zachwycali gettami biedy i traktowali je jako wzór do naśladowania. Te eksperymenty są przecież odpowiedzią na opłakane warunki życia, biedę i brak dostępu do absolutnie podstawowych usług. Trudno jednak nie docenić niesamowitej kreatywności i umiejętności godzenia własnych interesów z wymaganiami natury.

Tak dzieje się na przykład w slumsie Villa Israel, w boliwijskim mieście Cochabamba. W naukowym czasopiśmie „Human Ecology” możemy przeczytać o systemie dystrybucji wody, jaki stworzyli jego mieszkańcy. Musieli polegać sami na sobie, ponieważ do slumsu nie dochodzą miejskie wodociągi. Być może ich rozwiązanie nie jest idealne, ale działa i nawet w najtrudniejszych warunkach zapewnia dostęp do wody. Lokalna rada sąsiedzka (Junta Vecinal), raz na miesiąc urządza otwarte spotkanie, podczas którego wszyscy zainteresowani mieszkańcy mogą zabrać głos i decydować o kształcie systemu. To demokracja bezpośrednia w działaniu. To, o czym Bookchin pisał, dzieje się naprawdę. Ewolucja trwa.

                                                                                                               Jakub Bożek


Recenzja ukazała się na stronach Krytyki Politycznej


 

Nie otrzymałeś/aś potwierdzenia zamówienia?

Możliwe, że Twoja skrzynka e-mailowa blokuje wiadomości z naszego serwera. Aktualny stan zamówienia i wszelkie jego szczegóły można sprawdzić po zalogowaniu, na naszej stronie w dziale "Zarządzaj kontem".

Zamówienia hurtowe

Dystrybucja Bractwa Trojka, oferuje również możliwość zamówień hurtowych, ze stosowną zniżką, na pozycje publikowane przez Oficynę Trojka oraz niektóre wydawnictwa z naszej oferty. Możliwość zamówień hurtowych obowiązuje: w przypadku broszur i czasopism od 3 egz., w przypadku książek od 5 egz. Skontaktuj się z nami w celu otrzymania aktualnego spisu wydawnictw w sprzedaży hurtowej.

Masz pytania?

Bractwo Trojka
ul. Małeckiego 4/3
60-705 Poznań
Numer rachunku bankowego M-Bank:
41114020040000320248573473
Telefon: 696-965-195
E-mail: kontakt@bractwotrojka.pl

Copyright © Bractwo Trojka 2008-2010
Strona hostowana na bzzz.net